niedziela, 26 października 2014

Zapowiedź końca. O tym, że niektóre piosenki się nie starzeją

Przyszedł czas na kolejny projekt tłumaczeniowy. Tym razem wybór padł na piosenkę grupy Kino Перемен (Pieriemien), utwór ponadczasowy i nadal bardzo aktualny, zarówno w kontekście społeczno-politycznym, jak i obyczajowym. Zresztą zobaczcie sami. Poniżej moja interpretacja.



Chcemy zmian!

Zamiast ciepła – malachit szkła
Zamiast ognia – dym
Wyrwany z kalendarza
Kolejny dzień
Czerwone słońce spalone do cna
Dzień dogorywa z nim
Całe płonące miasto
Okrywa cień

Chcemy zmian! W sercach uparcie głos brzmi
Chcemy zmian! W oczach nadzieja się tli
W naszym śmiechu i w łzach gorzkich tkwi
W każdej kropli krwi
Żądza zmian
Tak jest! Chcemy zmian!

Blady żarówki blask przedłużeniem jest dnia
Choć w pudełku zapałek już brak
Na kuchence sinoniebieski
Majaczy gaz
Więc herbata na stół, papieros w dłoń
Każdy schemat ten zna
I nie ma już więcej nic
Wszystko inne jest w nas

Chcemy zmian! W sercach uparcie głos brzmi
Chcemy zmian! W oczach nadzieja się tli
W naszym śmiechu i w łzach gorzkich tkwi
W każdej kropli krwi
Żądza zmian
Tak jest! Chcemy zmian!

Próżno szukać wśród słów naszych uczonych fraz,
W oczach mądrości, zręczności rąk
Nie potrzeba nam tego
Żeby rozumieć się w lot
Więc herbata na stół, papieros w dłoń
Tak zamyka się krąg
I chęć zmian nagle rodzi w nas strach
Impuls: w tył zwrot

Chcemy zmian! W sercach uparcie głos brzmi
Chcemy zmian! W oczach nadzieja się tli
W naszym śmiechu i w łzach gorzkich tkwi
W każdej kropli krwi
Żądza zmian
Tak jest! Chcemy zmian!

***

A tutaj oryginał, dla porównania.

Перемен

Вместо тепла зелень стекла,
Вместо огня дым.
Из сетки календаря
выхвачен день.
Красное солнце сгорает дотла,
День догорает с ним.
На пылающий город
падает тень.

Перемен требуют наши сердца,
Перемен требуют наши глаза,
В нашем смехе и в наших слезах,
И в пульсации вен
Перемен!
Мы ждем перемен.

Электрический свет продолжает наш день
И коробка от спичек пуста.
Но на кухне синим цветком
горит газ.
Сигареты в руках, чай на столе,
Эта схема проста.
И больше нет ничего,
Все находится в нас.

Перемен требуют наши сердца,
Перемен требуют наши глаза,
В нашем смехе и в наших слезах,
И в пульсации вен
Перемен!
Мы ждем перемен.

Мы не можем похвастаться мудростью глаз
И умелыми жестами рук,
Нам не нужно все это,
чтобы друг друга понять.
Сигареты в руках, чай на столе,
Так замыкается круг.
И вдруг нам становится страшно
что-то менять.

Перемен требуют наши сердца,
Перемен требуют наши глаза,
В нашем смехе и в наших слезах,
И в пульсации вен
Перемен!
Мы ждем перемен.


czwartek, 19 czerwca 2014

Dwunastu gniewnych ludzi według Paniuszkina

Nie jest to recenzja kultowego filmu Sidney’a Lumeta z 1957. Będzie za to o książce Dwanaścioro niepokornych, która do rąk polskiego czytelnika trafiła w 2011 roku dzięki Wydawnictwu Czarne. Reportaż Walerija Paniuszkina ma z amerykańskim dramatem sądowym wiele wspólnego, mimo że od dystrybucji filmu do opisywanych w książce wydarzeń minęło równo pół wieku, a Stany Zjednoczone od Rosji dzieli nie tylko odległość tysięcy kilometrów, lecz także gigantyczna przepaść ideologiczna.

W obrazie Lumeta dwanaścioro sędziów przysięgłych, ludzi z różnych środowisk i o skrajnie odmiennych poglądach, przez wiele godzin debatuje nad przyszłością młodego chłopaka oskarżonego o zabójstwo własnego ojca, aby w końcu osiągnąć jednomyślność i wydać wspólny wyrok. U Paniuszkina przysięgłych nie ma (ten schemat z sukcesem wykorzystał Nikita Michałkow, który w 2007 roku nakręcił remake amerykańskiego pierwowzoru), są za to liderzy antyputinowskiej opozycji, współcześni dysydenci, dyskutujący o położeniu społeczeństwa we współczesnej Rosji.

Jest rok 2007. Dziennikarz spotyka się z opozycjonistami w małym barze niedaleko Tweru, na trasie z Moskwy do Petersburga. Dysydenci jadą na kolejny Marsz Niepokornych. Nikt jeszcze nie wie, że nowym prezydentem Federacji Rosyjskiej zostanie Dmitrij Miedwiediew. Rosjanie mają już za sobą serię wybuchów moskiewskich domów, koniec prezydentury Jelcyna, pierwszą wojnę czeczeńską, tragiczną śmierć marynarzy z okrętu podwodnego „Kursk”, aresztowanie Michaiła Chodorkowskiego, a także ataki terrorystów na teatr na Dubrowce oraz szkołę podstawową nr 1 w Biesłanie. Trwa druga wojna czeczeńska, niedługo rozpocznie się konflikt z Gruzją, a za kilka miesięcy do parlamentu nie wejdzie – po raz pierwszy w historii – żadna z opozycyjnych partii. Władimir Putin szykuje dla siebie tekę premiera i zamierza wprowadzić zmiany w konstytucji, które pozwolą mu sprawować niepodzielną władzę przez kolejne kilkanaście lat.

Diagnoza jest pesymistyczna: OMON bije demonstrantów, opozycjoniści trafiają do więzienia, wybory stają się parodią demokracji, a o swobodach obywatelskich pamiętają tylko Ci, których wolność jest na każdym kroku naruszana. Źle się dzieje w państwie rosyjskim, zaś na odwieczne pytanie: kto winien?, dwanaścioro gniewnych ludzi wskazuje palcem prezydenta, człowieka znikąd, który gdy tylko poczuł, że dysponuje niezachwianą pozycją i żaden oligarcha nie jest w stanie mu zagrozić (bo to on trzyma za gardło wszystkich oligarchów) zaczął traktować Rosję jak swoją własność, a wyborców – jak poddanych. Tym sposobem Rosjanie wrócili do punktu wyjścia. Umarł król, niech żyje król (a właściwie car)! Z niewielką przerwą na Borysa Jelcyna, którego prezydentura przyniosła, oprócz lekkiego zapachu alkoholu również lekki powiew demokratyzacji, w kraju znowu panują rządy silnej ręki.

Jednak każda akcja rodzi reakcję. Pojawił się nowy car-samodzierżca, są i dysydenci. Czym się różnią od Władimira Bukowskiego, Ludmiły Aleksiejewej czy Andrieja Sacharowa? Kim są? Jaki mają program dla Rosji? 

W małym barze niedaleko Tweru (miejscu wymyślonym, czy raczej żywcem przeniesionym z innego kontekstu, zasady konspiracji nie pozwalają bowiem ujawniać, gdzie zbierają się spiskowcy) spotykamy jedenastu z grona tytułowych niepokornych. Są to dziennikarka Marina Litwinowicz z koalicji „Inna Rosja”, Marija Gajdar, córka byłego premiera FR Jegora Gajdara, Ilja Jaszyn (wówczas w szeregach partii „Jabłoko”), lider Frontu Lewicowego Siergiej Udalcew, członek Partii Narodowo-Bolszewickiej Maksim Gromow, mołdawska dziennikarka Natalia Morari, pisarz i satyryk Wiktor Szenderowicz, ekonomista Andriej Iłłarionow, jeden z koordynatorów działań komitetu nauczycieli w Biesłanie Wissarion Asiejew oraz zaangażowany w działalność charytatywną Michaiła Chodorkowskiego Anatolij Jermolin. Dwunasty dysydent – mistrz szachowy Garri Kasparow jest nieobecny na nocnym spotkaniu. Zatrzymany podczas Marszu Niepokornych w Moskwie przebywa w areszcie, ale Paniuszkin zabiera nas później do jego domu, abyśmy mogli usłyszeć opowieść opozycjonisty o pobycie w więzieniu i dowiedzieć się z pierwszej ręki, że milicjanci zwracali się do niego jak do nowego cara, który wkrótce zastąpi na stanowisku Władimira Putina.

Z perspektywy 7 lat, które minęły od tamtych wydarzeń możemy stwierdzić, że stróże prawa się pomylili, a obok dwunastu dysydentów, których liczba stanowi wyraźne nawiązanie do Ewangelii, a także słynnego poematu Aleksandra Błoka z 1918 roku, na arenie politycznej pojawiły się nowe twarze. Jednak mimo protestów Rosjanom nie zwrócono odebranych im praw i wolności. Nie wybiegajmy jednak w przyszłość.

Niepokornych Paniuszkina poznajemy w różnych okolicznościach. Autor nie przedstawia po prostu życiorysów postaci, stara się raczej odtworzyć drogę, która doprowadziła każdego z bohaterów do baru pod Twerem, pokazać motywacje, jakie nimi kierowały, kiedy zdecydowali się powstać przeciwko władzy. Dysydenci pochodzą z różnych środowisk politycznych. Są wśród nich przedstawiciele liberalnego „Jabłoka”, prawicowego SPS, komuniści i nacbol. Niektórzy ściśle współpracowali z Kremlem, doradzając nawet Władimirowi Putinowi. Innych zatrudniał Michaił Chodorkowski, do niedawna najważniejszy więzień w Rosji i żywy dowód na to, że pieniądze nie mogą zapewnić w tym kraju bezpieczeństwa, jeśli nie gra się według zasad wyznaczonych przez władzę.

Jak to zwykle bywa, również w tym przypadku środowisko dysydentów jest heterogeniczne. Jednak czy możliwe jest zjednoczenie ponad podziałami, aby osiągnąć wspólny cel – wyegzekwować karę wobec winnego pogwałcenia konstytucji i deptania prawa człowieka Władimira Putina? Nie trzeba wybiegać w przyszłość, aby stwierdzić, że to się nie uda. Nawet Paniuszkin w momencie, kiedy pisze swoją książkę, odnosi się do tej perspektywy sceptycznie. Wskazuje, że nie mogą pokonać niesprawiedliwej władzy ci, którzy nie są w stanie stanąć na czele tłumu, ponieważ boją się ciosu omonowskiej pałki spadającej na plecy. Nie zwyciężą ci, którzy rywalizują między sobą o uwagę dziennikarzy i o każdą minutę na wizji zachodnich kanałów telewizyjnych.

Dwanaścioro niepokornych to dowód, że nie ma jednej Rosji, a środowiska, które składają się na „inną” Rosję nie potrafią współpracować, aby ów mit jedności obalić i zaprowadzić pluralizm w życiu publicznym. Dysydenci działają na rachunek ugrupowań, które reprezentują. Działają na rękę władzy i na krzywdę społeczeństwu. A ludzie? Rosyjski naród? Rosyjski naród jest „pogański”, bałwochwalczo wpatruje się we wszystko, co nadaje Kanał Pierwszy rosyjskiej telewizji i jak matuszka Fotinja z Bolszoj Jelni wierzy, że w rękach Putina spoczywa zbawcza misja odrodzenia imperium rosyjskiego.

Jaka w tym wszystkim rola Walerija Paniuszkina? Kim jest dla dwunastki niepokornych? Czy tylko spisuje tę „ewangelię”, czy może sam zasiada w gronie dysydentów? Biorąc pod uwagę styl uprawianego przez niego dziennikarstwa oraz to, że jest bliskim znajomym wielu opisanych w reportażu postaci, można się zastanowić, czy i jego nie zaliczyć w poczet obrońców rosyjskiej demokracji. Może więc jest trzynastym niepokornym, tyle tylko, że nie odważył się umieścić samego siebie z tym spisie przez zwykłą skromność lub mając w głowie znany przesąd, który głosi, że trzynaście osób przy jednym stole zwiastuje nieszczęście. 

http://czarne.com.pl/katalog/ksiazki/dwanascioro-niepokornych

Co by powiedział mężczyzna?

Na wstępie przyznam otwarcie – książki Swietłany Aleksijewicz Wojna nie ma w sobie nic z kobiety nie przeczytałam jednym tchem. Tak się po prostu nie da. Żaden człowiek o przeciętnej wrażliwości nie jest w stanie jednorazowo przyjąć tak wielkiej dawki ludzkiego nieszczęścia. Każda strona tej opowieści przesycona jest cierpieniem, ponieważ każdy dzień II wojny światowej przynosił jej uczestnikom oraz ofiarom strach i ból.

W opowieściach, które przytacza autorka, brak miejsca na mity o niezwyciężonych bohaterach, o dzielnych wojskowych, którzy przemaszerowali przez pół Europy z pieśnią na ustach, przeganiając wroga i niosąc wolność kolejnym okupowanym krajom, o żołnierzach, których nie imały się kule, o wspaniałych rosyjskich chłopakach, którzy ofiarnie rzucali się pod czołgi i w nagrodę za uratowanie przyjaciół z batalionu dostawali wysokie odznaczenia, po czym w blasku chwały wracali do stęsknionych matek. Nie jest to zatem kolejna książka o tym, jak wojnę zapamiętali mężczyźni i jak powinny ją postrzegać kolejne pokolenia. Prawda o tamtych wydarzeniach pada po raz pierwszy z ust kobiet – drugoplanowych bohaterek spektaklu, który przez ponad pół dekady rozgrywał się na światowej scenie.

W latach 80. ubiegłego wieku, kiedy powstawała książka, Aleksijewicz jako pierwsza udzieliła głosu tym, które z poświęceniem nie mniejszym niż mężczyźni walczyły w obronie swojej ojczyzny. Bohaterkami i jednocześnie narratorkami reportażu są kobiety-wojskowi, mieszkanki Związku Radzieckiego różnych narodowości, weteranki Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Wszystkie panie łączy to, że kiedy 22 czerwca 1941 roku Adolf Hitler rozpoczął operację „Barbarossa” i niemieckie wojska wkroczyły na teren Związku Radzieckiego, one bez wahania rzuciły się do komisji poborowych i niemal na kolanach błagały, aby wysłać je na pierwszą linię frontu, gdzie mogłyby wziąć czynny udział w walkach. Szalona odwaga, wielki patriotyzm, kolosalne poświęcenie, czasami po prostu miłość silniejsza niż strach – to wspólny mianownik, do którego można sprowadzić kierujące nimi pobudki.  Panie łączy jeszcze jedno – kiedy w 1945 roku Armia Czerwona dotarła pod Reichstag i walczący mogli wrócić do domów, ojczyzna, której kobiety broniły własną piersią, postanowiła o nich zapomnieć, zepchnąć w kąt historii, gdzie spokojnie czekały prawie pół wieku na kogoś, kto chciałby wysłuchać ich opowieści.

Zaraz po wojnie okazało się, że dla płci pięknej frontowa przeszłość jest niekoniecznie powodem do dumy i lepiej się nią nie chwalić. Kobiety, które wróciły z wojny często spotykał ostracyzm, widziano w nich panie lekkich obyczajów, które bezwstydnie bałamuciły oddanych mężów i ojców, podatnych na wdzięki towarzyszek broni ze względu na długie lata rozłąki z ukochanymi. To te, które walcząc poświęciły swoją młodość i zdrowie, stały się wszystkiemu winne. Były złym materiałem na żony również dlatego, że wojna na zawsze je naznaczyła. Patrzyły na świat inaczej, niż ich rówieśniczki. To, co zobaczyły na froncie, nie było przeznaczone dla pięknych, okolonych firanką gęstych rzęs dziewczęcych oczu. Przez 4 lata w powietrzu ciągle unosił się zapach krwi i palonego ludzkiego ciała. Jak powiedziała jedna z rozmówczyń Swietłany Aleksijewicz, wojna pachnie po męsku, nie ma na niej kobiecych zapachów. Nie było więc perfumów i woni świeżych kwiatów. Nie było nawet mydła, nie było bielizny, był tylko męskie kalesony i onuce, były buty o kilka rozmiarów za duże, które zdzierały stopy do mięsa podczas kilkugodzinnego marszu. Były ciężkie ciała nieprzytomnych lub martwych kolegów, których trzeba było wynieść na tyły, czołgając się po ziemi i starając nie dać się zabić. Był głód, brak snu, nieludzki wysiłek i rany, które przyniosły potem inwalidztwo, a wielu odebrało możliwość zostania matkami i założenia normalnej rodziny, zaznania choćby odrobiny szczęścia. 

Tak wyglądała wojna z punktu widzenia kobiet. W książce Aleksijewicz nie znajdziemy żadnego batalistycznego opisu, zamiast tego jest codzienność, brunatno-czerwona, jak krew pomieszana z ziemią. Na każdym kroku czyha śmierć, koszmary senne przerażają mniej niż to, co dzieje się na jawie. Brutalne czyny i ogrom zniszczenia sprawiają, że kobiety czują nienawiść do wroga. Wszystko w nich krzyczy z rozpaczy i gniewu, kiedy widzą niemieckich żołnierzy, maszerujących przez ich miasta i wsie. Pielęgnują więc tę nienawiść, lecz nie są w stanie zabić w sobie ludzkich odruchów. Wrodzona empatia każe okazać miłosierdzie nawet tym, którzy wyrządzili krzywdę im oraz i ich rodzinom. Kobiety opatrują więc niemieckich jeńców i dzielą się chlebem z głodnymi niemieckimi sierotami. One, w przeciwieństwie do mężczyzn, nie boją się do tych ludzkich odruchów przyznać.

Co ciekawe, mężowie bohaterek, którzy również uczestniczyli w walkach i często swoje żony poznawali właśnie na froncie, zabraniają im opowiadania „łzawych historii”. Przypominają im za to szczegółowy przebieg walk i długie godziny przesiadują z nimi nad mapą ucząc, w jakim kierunku posuwała się ich brygada i jak przebiegała linia frontu. Jednak kobiety nie potrafią patrzeć na tamte wydarzenia oczami mężczyzn, ponieważ, jak słusznie zauważa autorka w tytule swojego reportażu, wojna nie ma w sobie nic z kobiety. To męski wynalazek, który dla kobiet nie ma żadnego sensu, bo jaki sens może mieć ten apokaliptycznych rozmiarów kataklizm, który pozostawia po sobie miliony ofiar, a tysiące miast i wsi obraca w gruzy? Wojna to także gwałt na naturze. Wraz z wybuchem pocisków milkną ptaki, fauna i flora zamiera, na zroszonej krwią ziemi nie ma komu zasiać zboża, za to jak kretowiska mnożą się mogiły żołnierzy, umierających tysiące kilometrów od swoich domów.

W czasie wojny kobieta, podobnie jak natura, musi przejść w stan hibernacji. Jej organizm pod wpływem nadmiaru adrenaliny, której źródłem jest ciągły stres i strach, zmienia się. Jest odporna na urazy i zmęczenie – rezultaty odczuje dopiero po wojnie. Wtedy też na nowo będzie musiała nauczyć się chodzić w sukienkach i butach na wysokich obcasach. Będzie musiała odkryć w sobie kobietę, którą na jakiś czas trzeba było ukryć.

Armia nie była wówczas (i zapewnie nie jest także i teraz) środowiskiem przyjaznym płci pięknej. Przytaczane przez Aleksijewicz opowieści są dowodem na panującą w szeregach wojskowych dyskryminację. Kobiecie dowódcy ciężko jest wyegzekwować posłuch wśród podwładnych. Żołnierze wyżsi rangą traktują ją z lekceważeniem. Ona zaś walczy, mimo, że czasami brak jej słów i tylko łzy mogą ukoić cierpiącą duszę. Walczy, bo straciła na wojnie ojca, siostrę, narzeczonego, czasami całą rodzinę. Nie ma więc nikogo, poza towarzyszami broni, poza ojczyzną, która wkrótce odpłaci jej za wszystkie wyrzeczenia gorzkim rozczarowaniem.

Reportaż Aleksijewicz to kalejdoskop obrazów z wojny, momentów, uchwyconych przez spostrzegawcze kobiece oko. Niezwykle plastycznym czy naturalistycznym wręcz opisom wojennej rzeczywistości towarzyszy bogata warstwa emocjonalna. Na pierwszy plan wysuwają się uczucia narratorek, ich przemyślenia. To one właśnie, a nie ilość wystrzelonych pocisków czy zdobytych pozycji wroga, utkwiło im w pamięci. Kobiety opowiadają więc obrazami, a autorka staje się kimś w rodzaju ich spowiedniczki – przez wiele lat nikt nie chciał bowiem słuchać ich opowieści, a im samym nikt nie pomógł poradzić sobie z bolesnymi przeżyciami. Każda chce się zatem podzielić wspomnieniami, wziąć udział w tej zbiorowej terapii w nadziei na katharsis. Czy tego katharsis doświadcza? Nie wiem, boję się, że kilku stron tekstu, kilku godzin opowieści nie wystarczy, aby zrzucić z siebie dźwigany przez tak wiele lat ciężar bolesnych doświadczeń.

Książka Swietłany Aleksijewicz jest jednak pewną rekompensatą dla tych kobiet, dowodem na to, że nie wszyscy zapomnieli o ich bohaterskich czynach. Jest nadzieja, że świat jeszcze o nich usłyszy, odda im sprawiedliwość. Nadzieję tę daje im nie kto inny, jak właśnie kobieta, „córeczka” (w taki sposób wiele rozmówczyń zwraca się do autorki), głos kolejnego pokolenia, które wojny nie zna z autopsji, lecz czuje, że podręczniki do historii, pisane przez mężczyzn, nie mówią całej prawdy. Z reportażu Aleksijewicz możemy zatem (a nawet powinniśmy) uczyć się historii, uzupełniać jej białe plamy.

Na zakończenie jeszcze jedna refleksja, a właściwie pytanie, które nasunęło mi się po przeczytaniu książki: co o tym wszystkim pomyślał by współczesny mężczyzna? Czy po przeczytaniu 350 stron tych bolesnych i nierzadko intymnych wyznań jemu też ściśnie się gardło, w ustach poczuje metaliczny smak krwi, a potem długo nie będzie mógł zasnąć, przetwarzając w myślach przeczytane akapity? Nie wiem. Dowiem się, jak spotkam jakiegoś pana, który tę książkę przeczytał. A póki co, pozostało mi tylko polecić ją wszystkim. Tak, wszystkim. Kropka . 

http://czarne.com.pl/katalog/ksiazki/wojna-nie-ma-w-sobie-nic-z-kobiety

sobota, 7 czerwca 2014

W jedne zakuci kajdany..., czyli Nautilus Pompilus po polsku

Do tłumaczenia piosenki Nautilusa Pompilusa Скованные одной цепью zabierałam się od dawna, odkąd po obejrzeniu filmu Стиляги pojawił się w mojej głowie pomysł na cztery wersy refrenu w wersji polskiej. No i nadarzyła się okazja, a efekty wytężonej pracy widać poniżej. Na pierwszy ogień poszła oryginalna piosenka, potem przetłumaczyłam cover z filmu. Powstały dwa zupełnie różne teksty, o przeciwstawnej wymowie ideologicznej i różniej energii. 



Скованные одной цепью

Круговая порука мажет как копоть 
Я беру чью-то руку а чувствую локоть 
Я ищу глаза а чувствую взгляд 
Где выше голов находится зад 
За красным восходом - розовый закат 
Скованные одной цепью 
Связанные одной целью 
Скованные одной цепью 
Связанные одной... 

Здесь суставы вялы 
А пространства огромны 
Здесь составы смяли 
Чтобы сделать колонны 
Одни слова для кухонь 
Другие для улиц 
Здесь брошены орлы 
Ради бройлерных куриц 
И я держу равнение даже целуясь 
На скованных одной цепью 
Связанных одной целью 
Скованных одной цепью 
Связанных одной целью... 

Можно верить и в отсутствие веры 
Можно делать и отсутствие дела 
Нищие молятся молятся на 
То что их нищета гарантирована 
Здесь можно играть про себя на трубе 
Но как не играй все играешь отбой 
И если есть те кто приходит к тебе 
Найдутся и те кто придет за тобой 
Также скованные одной цепью 
Связанные одной целью 
Скованные одной цепью 
Связанные одной... 

Здесь женщины ищут 
Но находят лишь старость 
Здесь мерилом работы 
Считают усталость 
Здесь нет негодяев 
В кабинетах из кожи 
Здесь первые на последних похожи 
И не меньше последних 
Устали быть может 
Быть скованными одной цепью 
Связанными одной целью 
Скованными одной цепью 
Связанными одной целью... 

Скованные одной цепью 
Связанные одной целью 
Скованные одной цепью 
Связанные одной целью 
Скованные...

***

W jedne zakuci kajdany

Solidarność grupowa plami jak sadza
Za pomocną dłoń boleśnie nagradza
Zamiast iskry w oczach widzę karcący wzrok
Tych co chcą, kontrolować każdy nasz krok
Lecz czerwone słońce czeka różowy zmrok
W jedne zakuci kajdany
Celem tym samym związani
W jedne zakuci kajdany
Celem tym samym związani

Ręce wątłe, bezsilne
W tej ogromnej przestrzeni
Stare mury zburzone
Jak tu żyć bez korzeni
Na ulicach, w kawiarniach
Nikt nie może być szczery
Kiedyś był dwa orły
Teraz mamy brojlery
I nawet gdy całuję chcę być taki jak ci
W jedne zakuci kajdany
Celem tym samym związani
W jedne zakuci kajdany
Celem tym samym związani

Można wierzyć w świat bez wiary i Boga,
W czyny bezczynne, lecz zgubna to droga
Lepiej nędzarzem być, każdy to wie
I czuć radość, o cud nigdy nie modlić się
Możesz dać sygnał, by zebrał się tłum
Weź trąbkę do rąk – nie pojawi się nikt
A jeśli ktoś przyjdzie, ktoś zjawi się tu
To przyjdą też ci, co chcą zdławić Twój krzyk
Ci w jedne zakuci kajdany
Celem tym samym związani
W jedne zakuci kajdany
Celem tym samym związani

Tu kobiet szukają
Zanim starość dotyka
Miarą pracy zmęczenie
Taka nasza taktyka
Tu nie ma łajdaków
W garniturach na miarę
Tu ostatni pierwszymi odsiadają swą karę
I ostatni i pierwsi tak samo zmęczeni
Wciąż w jedne zakuci kajdany
Celem tym samym związani
W jedne zakuci kajdany
Celem tym samym związani
Celem tym samym związani…

W jedne zakuci kajdany
Celem tym samym związani
W jedne zakuci kajdany
Celem tym samym związani
W jedne zakuci …



Скованные одной цепью

Среди нас он жил, мы шагали строем.
Честным парнем был, был простым героем.
Но правду не скрыть – этот час настал,
И вот обнажился звериный оскал…
И вот обнажился звериный оскал…
Скованные одной цепью, связанные одной целью,
Скованные одной цепью, связанные одной…

Ты посмел посягнуть на святая святых.
Где твои идеалы? Ты плюнул на них!
Ты за яркие тряпки врагу продаешься,
И с совестью, честью легко расстаешься.
Но ты не победишь – наша цепь не прервется

Скованных одной цепью, связанных одной целью
Скованных одной цепью, связанных одной целью…

Ты под музыку толстых  не смеешь плясать,
Не смеешь кривляться и нас предавать.
Такого, как ты, не должно быть рядом,
Когда мы единым идем отрядом.
Нам партия – мать, комсомол – наш отец,
Ну-ка ты, стоять! Хорошо, молодец!
Мы не станем петь под чужую дудку –
Нам радостный горн играет побудку.
Скованные одной цепью, связанные одной целью
Скованные одной цепью, связанные одной…

Здесь не место таким подлецам и подонкам,
Здесь свои идеалы оставляют потомкам.
Здесь хором поют, по теченью гребя ,
Здесь в ногу идут, единенье любя…
Нам радостно дальше идти без тебя –
Быть
Скованными одной цепью, связанными одной целью
Скованными одной цепью, связанными одной целью

Скованные одной цепью, связанные одной целью…

***

W jedne zakuci kajdany

Między nami żył, miał tu braci, siostry 
I kolegą był dobrym, szczerym, prostym
Lecz nadszedł już czas, pokaż jakiś ty!
Dziś ta podła bestia obnaża swe kły…
Dziś ta podła bestia obnaża swe kły…
W jedne zakuci kajdany, celem tym samym związani,
W jedne zakuci kajdany, celem tym samym…

Tyś odżegnał się już od swej wiary i czci 
A gdzie twe ideały? Wytłumacz to mi!
Za jaskrawe szmaty oddałeś sumienie
Naplułeś na honor, tyś wrogie nasienie 
Lecz tu nie wskórasz nic, bo my mamy marzenie 
Być…
W  jedne zakuci kajdany, celem tym samym związani,
W jedne zakuci kajdany, celem tym samym związani…

Już nie jesteś nam bratem, gdy zgniły jazz grasz
Nie będziesz nas zdradzać i śmiać nam się w twarz
W rodzinie  tej więc miejsca brak dla ciebie
Gdy zwartym szeregiem przemy przed siebie
Partia matką nam, Komsomoł ojciec nasz!
A ty gdzie? W tył zwrot! Melduj się! Trzymać straż!
Tak jak zagra wróg tańczyć nie będziemy
Lecz do walki z nim z radością staniemy
W jedne zakuci kajdany, celem tym samym związani,
W jedne zakuci kajdany, celem tym samym…

Tu odmawiamy praw wam – łajdakom i śmieciom
Przecież tu ideały przekazują swym dzieciom
Tu śpiewa nasz chór, nikt nie płynie pod prąd 
Patrzymy tylko wprzód! Zniewoleni? A skąd!
Jesteśmy szczęśliwi, a ty cierp za błąd  
Swój
W jedne zakuci kajdany, celem tym samym związani,
W jedne zakuci kajdany, celem tym samym związani…

W jedne zakuci kajdany, celem tym samym związani…

Jeśli ktoś ma uwagi, wskazówki, itp., zachęcam do komentowania. To moje pierwsze próby przekładu melicznego, więc proszę o wyrozumiałość.

czwartek, 7 listopada 2013

Dawno temu w Moskwie



Rok 1972. Kojarzy mi się z Olimpiadą w Monachium i Czarnym Wrześniem, z Frakcją Czerwonej Armii i IRĄ, z wojną w Wietnamie i aferą Watergate, z Nixonem, Gierkiem, "Ojcem chrzestnym" i serialem "M.A.S.H.". 

W ZSRR w 1972 roku też się działo. W lutym radziecka sonda Łuna 20 wylądowała na Księżycu. W maju Richard Nixon jako pierwszy amerykański prezydent przybył do Moskwy, a USA i ZSRR zawarły układ tzw. SALT I o ograniczeniu systemów obrony przeciwrakietowej na czas nieograniczony, co nie przeszkadzało Rosjanom w kilka tygodni później przeprowadzić podziemnej próby atomowej. Był to rok katastrof lotniczych. 31 sierpnia w katastrofie Iła-18 pod Magnitogorskiem zginęło 101 osób, 2 października do podobnego wydarzenia doszło pod Soczi - zginęło wówczas 109 osób, a niespełna 2 tygodnie później w katastrofie Iła-62 w miejscowości Krasnaja Polana na południu kraju śmierć poniosły 174 osoby.
Z kolei 1 września w Reykjavíku zakończył się szachowy „mecz stulecia” o mistrzostwo świata, w którym Amerykanin Bobby Fischer pokonał Borysa Spasskiego z ZSRR. 

A jak wyglądała Moskwa w 1972 roku? Cofnijmy się 4 dekady w przeszłość i wybierzmy się na wirtualny spacer po mieście.


Na początek sobór Wasyla Błogosławionego na  Placu Czerwonym, a przed nim pomnik Minina i Pożarskiego. Jak widać, niewiele się dzisiaj to miejsce zmieniło.


A tu siedziba Mossowietu, czyli Moskiewskiej rad miejskiej, a naprzeciwko pomnik założyciela Moskwy Jurija Dołgorukiego (Długorękiego). Obecnie w tym budynku mieści się siedziba mera Moskwy. Do niedawna funkcję tę sprawował Jurij Łużkow, któremu również przypisano przydomek Długoręki. 


Uniwersytet Moskiewski im. Michaiła Łomonosowa mieści się na Worobjowych Gorach. Z miejsca, gdzie zrobiono fotografię rozciąga się widok na...


Łużniki - wtedy stadion nosił imię Lenina, z resztą jak większość ważnych miejsc w stolicy. Nazwę zmieniono w 1992 roku - obecna pochodzi od terenu, który jest dość grząski, podmokły i bagienny. Na Łużnikach odbywały się Letnie Igrzyska Olimpijskie w 1980 roku, zaś w 1990 roku swój ostatni koncert zagrał tam Wiktor Coj z grupą Kino.


I jedna z naziemnych stacji moskiewskiego metra "Worobjowe gory", w roku 1972 nazywała się "Lieninskije gory".


Na kolejnym zdjęciu moskiewski Teatr Bolszoj, do dzisiaj zachował się stojący przed nim ogromny pomnik Karola Marksa.



Kolejne dwie fotografie przedstawiają WDNCh, czyli Ogólnorosyjskie Centrum Wystawowe, którego budowa rozpoczęła się w II połowie lat 30. na rozkaz Stalina. Narody Związku Radzieckiego miały prezentować tam swoją kulturę i osiągnięcia. Wyszło z tego coś w stylu radzieckiego Expo. 


Tuż obok nadal znajduje się słynna rzeźba Wiery Muchiny "Robotnik i kołchoźnica". Autorka znana jest również z tego, że zaprojektowała kultowy rosyjski granionnyj stakan, zaś rzeźbę doskonale kojarzą wszyscy miłośnicy produkcji Mosfilmu - od 1947 roku jest ona bowiem symbolem wytwórni filmowej.



Aleksander Sergiejewicz Puszkin - chyba najbardziej znany rosyjski poeta, zwłaszcza wśród Polaków, którym kojarzy się z naszym romantykiem Mickiewiczem. Pomnik Puszkina stoi na placu jego imienia. 


Wieża telewizyjna Ostankino - obecnie najwyższy w Europie budynek, liczy sobie 540 metrów i 10 centymetrów. Do 1975 roku, kiedy wybudowano CN Tower w Toronto, Ostankino było najwyższą budowlą na świecie, a powstało dla uczczenia 50 rocznicy rewolucji październikowej. 


Tu z kolei widok na hotel "Ukraina". Kto był w Warszawie, widział na pewno jego bliźniaka. W Moskwie takich stalinowskich wysotek jest siedem. Jedna z nich to budynek Uniwersytetu Moskiewskiego, który pojawił się wyżej.


A tu hotel "Rossija", wybudowany w latach 60., był jednym z największych na świecie - 3182 pokoje mieściły 5300 osób. Hotel zamknięto w 2006 roku, a budynek przeznaczono do rozbiórki.




Tego miejsca nie trzeba opisywać, na trzech fotografiach wyżej oczywiście Kreml. Z tym że pomnika Lenina już tam nie ma. Jednak nie trzeba daleko iść, żeby na niego trafić. Na Placu Czerwonym nadal znajduje się Mauzoleum Lenina, chociaż moskwianie toczyli już wiele debat, czy nie przenieść szczątków polityka w bardziej odpowiednie miejsce. No i w samej Moskwie takich pomników czy tablic upamiętniających przywódcę bolszewików jest bez liku. Imię Lenina nosi m.in. metro czy biblioteka.


I na koniec prospekt Kalinina, dzisiaj znany jako Nowy Arbat.

Tekst zainspirowany starymi widokówkami z 1972 roku, które przypadkiem wpadły mi w ręce. Już niedługo podobny wpis o Kijowie.

Komuno, wróć? O nostalgii za Związkiem Radzieckim

Centrum analityczne imienia Jurija Lewady w czerwcu tego roku przeprowadziło wśród mieszkańców Rosji ankietę poświęconą temu, jakie zmiany zaszły w społeczeństwie rosyjskim oraz w kręgach władzy przez ostatnie dwie dekady. Na pytanie, czy 20 lat po upadku ZSRR Rosjanie zachowali cechy człowieka radzieckiego, ponad ¾ ankietowanych odpowiedziała, że zmienili się zupełnie lub bardzo, a zaledwie 14 % uznało, że zmiany te są niewielkie, bądź żadne. Co najbardziej różni współczesnego Rosjanina od obywatela Związku Radzieckiego? Przede wszystkim, jak twierdzi blisko 60% pytanych, dzisiejszy mieszkaniec Federacji Rosyjskiej jest o wiele bardziej chłodny i wyrachowany. Brak mu także wyrozumiałości w stosunku do drugiego człowieka (wskazało na tę cechę 35% ankietowanych). Potwierdza to powszechny pogląd, iż w dzisiejszych czasach wśród Rosjan zanika powoli poczucie solidarności, a także zakorzeniony silnie w mentalności rosyjskiej kolektywizm, co wpływa na pogorszenie stosunków międzyludzkich. Ponadto, przeciętny mieszkaniec Rosji stał się biedniejszy, stracił także nadzieję na lepszą przyszłość. 22% badanych wskazało, że jest bardziej zależny od władzy i przełożonych, a tylko 30%, że wraz z upadkiem systemu komunistycznego zyskał wolność i swobody obywatelskie. Zaledwie 1/5 pytanych przyznała, że dzisiaj Rosjanom żyje się lepiej, niż 20 lat temu, więcej wiedzą o świecie, są zdrowsi i bardziej praktyczni.

Jeśli zaś chodzi o władze Federacji, 65% ankietowanych wskazuje, że zmieniły się bardzo lub całkowicie, jednak aż 1/5 nie dostrzega zbyt wielu różnic pomiędzy rządami KPZR a Jednej Rosji. Największą różnicą jest, zdaniem połowy badanych, fakt, iż współczesna elita polityczna przestała troszczyć się o prostych ludzi, dba wyłącznie o zabezpieczenie własnych interesów. Z kolei aż 43% wskazało, że politycy nie są w stanie poradzić sobie z problemami, które stanęły przed Rosją w XXI wieku. 

Wyniki te wskazują, że Rosjanie nadal czują nostalgię za Związkiem Radzieckim, przy czym tego typu sentymentalną ocenę przeszłości tylko do pewnego stopnia można uznać za typową dla społeczeństw państw byłego bloku wschodniego (popularne jeśli chodzi o starsze pokolenia stwierdzenie, że kiedyś żyło się lepiej, rosnące wśród młodych ludzi zainteresowanie kulturą tamtego okresu). Przyczyną owej tęsknoty jest realne pogorszenie się materialnego położenia wielu obywateli Federacji Rosyjskiej, zwłaszcza w „lichych” latach 90., kiedy to sytuacja gospodarcza w kraju była niemal katastrofalna: na wypłaty trzeba było czekać długie miesiące, a nawet lata, wynagrodzenia oraz emerytury był głodowe, wskutek dzikiej prywatyzacji rosły nierówności społeczne – powstawały pierwsze fortuny, oczywiście ludzi związanych z władzą, a ci, którym udało się mimo wszystko odbić od dna stracili swoje oszczędności w 1998 roku, po ogłoszeniu przez Rosji niewypłacalności. Ponadto Rosja przestała być uznawana na jednego z dwóch najważniejszych graczy na arenie międzynarodowej. Rosjan zniechęcało także skandalizujące zachowanie Borysa Jelcyna. W porównaniu z panującym wówczas chaosem okres radziecki dawał obywatelom stabilność i przekonanie o wielkości własnego państwa.

Nastroje w społeczeństwie uległy poprawie po dojściu do władzy Władimira Putina, nieprzypadkowo odwołującego się do radzieckiej spuścizny. Nowy prezydent uderzał właśnie w ową nostalgię Rosjan, mówiąc: "Kto nie tęskni za ZSRR, musi nie mieć serca. Kto chce jego powrotu, nie ma rozumu". Główną zasługą Putina było wyprowadzenie kraju z chaosu gospodarczego lat 90. i zapewnienie obywatelom wytęsknionej stabilizacji. 

Putin, aby usprawiedliwić kształt własnej polityki, szeroko odwołuje się do historii, dokonując jej reinterpretacji zgodnie w własnymi potrzebami. Jak twierdzi znany publicysta Wiktor Jerofiejew, w historiografii rosyjskiej panuje totalny chaos. Z jednej strony w podręcznikach szkolnych potępia się zbrodnie stalinowskie, z drugiej zaś państwo oficjalnie przejmuje dziedzictwo Związku Radzieckiego, przedstawiając skrajnie nacjonalistyczną wizję dziejów. Jest to stosowanie podwójnych standardów – frakcja rządząca odrzuca politykę wewnętrzną ZSRR, uznając jednocześnie, że jego polityka zagraniczna (dążenie do budowy imperium, pozycja jednego z najsilniejszych graczy na arenie międzynarodowej, interwencje w krajach satelickich) jest jak najbardziej do przyjęcia i powinna znaleźć swoją kontynuację we współczesnej Rosji. Pisarz dodaje, że w ciągu ostatnich dwóch dekad „podobnie jak w Niemczech po I wojnie światowej - pojawiła się w społeczeństwie frustracja spowodowana tym, że Rosja straciła określoną pozycję w świecie. I obecnie odbudowuje ją z trudem. Politycy takie nastroje wykorzystują i rozdymają na siłę poczucie dumy narodowej”.

Tęsknota za Związkiem Radzieckim przekłada się bezpośrednio na negatywną ocenę pierestrojki. Za winnego upadku imperium uznaje się Michaiła Gorbaczowa. Polityka, który na Zachodzie cieszy się dużą popularnością i uznaniem, rodacy oceniają negatywnie. Kiedy w sierpniu tego roku agencja RIA Nowosti na swoim niemieckojęzycznym mikroblogu oraz na portalu Twitter podała fałszywą wiadomość o śmierci byłego I sekretarza KPZR, w Internecie pojawiło się wiele komentarzy świadczących o nienawiści do polityka. Określano go mianem zdrajcy oraz Judy Gorbaczowa, pisano, że sprzedał Związek Radziecki za 30 srebrników. W potoku obelg znalazły się tylko nieliczne głosy poparcia.

Krytyczna ocena pierestrojki świadczy o tym, że społeczeństwo rosyjskie rzeczywiście nie zmieniło się tak bardzo od upadku ZSRR. Współczesny Rosjanin ma w sobie wiele cech typowych dla tzw. człowieka radzieckiego. Termin ten wprowadził do socjologii w 1982 roku rosyjski badacz emigracyjny Aleksander Zinowiew. „Sowok”, czyli homo soveticus, to człowiek całkowicie podporządkowany władzy i kolektywowi, oportunista i koniunkturalista, którego charakteryzuje pełne zniewolenie intelektualne, bierność, agresja wobec słabszych, uniżoność wobec silniejszych oraz postawa ucieczki od odpowiedzialności i wolności. Człowiek radziecki nie jest ofiarą systemu politycznego, ale jego produktem oraz siłą podtrzymującą jego istnienie.

We wrześniu tego roku Centrum analityczne im. Jurija Lewady wspólnie ze stowarzyszeniem Memoriał zorganizowało seminarium poświęcone przejawom mentalności radzieckiej w społeczeństwie rosyjskim. Zdaniem badaczy Lwa Gudkowa i Iriny Karacuboj współczesny obywatel Federacji Rosyjskiej nadal jest podporządkowany władzy, pozostając z nią w relacjach paternalistycznych. Jego osobowość kształtowała się w systemie zakazów i ograniczeń, przez co ma bardzo niskie wymagania wobec rządzących i skupiony jest na zaspokojeniu podstawowych potrzeb. Nie odczuwa potrzeby samorealizacji, aktywności, nie jest mobilny, przez co nie może stać się świadomym obywatelem, nadal jest poddanym. Jest to główna przyczyna niemożności wykształcenia przez Rosjan społeczeństwa obywatelskiego, które wzięłoby na siebie ciężar sprawowania funkcji kontrolnej wobec władzy. Jeśli można mówić o transformacji systemu politycznego Rosji, nie dotyczy to jeszcze do końca sposobu myślenia przeciętnego obywatela. Przystosowany do przeżycia w systemie totalitarnym, nie dostrzega wad rosyjskiej „demokracji”, która, mimo 20-letniego stażu, nie przystaje do wzorców zachodnich, przypominając raczej dyktaturę.

Warto zauważyć, że jak wskazuje Tatiana Worożejkina, cechy człowieka sowieckiego nie zostały ukształtowane wyłącznie przez system komunistyczny. Ich korzenie sięgają już carskiej Rosji i są typowe dla poddanego Imperium Rosyjskiego. Zdanie badaczki znajduję poparcie wśród historyków, którzy twierdzą, iż rosyjska pokora wobec rządzących wyrosła na gruncie patriarchalnego modelu władzy, w którym car był ojcem swych poddanych, stał ponad prawem i nie miał sobie równych. Stąd tylko krok do kultu jednostki, który w dzisiejszych czasach znajduje swoje odzwierciedlenie w niepodzielnej władzy cieszącego się popularnością Władimira Putina.

Kilka tygodni temu prezydent Białorusi Aleksandr Łukaszenka ogłosił, że uważa się za człowieka radzieckiego i tęskni za ZSRR, który był, jego zdaniem, czynnikiem stabilizującym stosunki międzynarodowe. Taka wypowiedź na pewno spodobała się Władimirowi Putinowi, który od 2011 roku może nieco obawiać się o swoją pozycję, w świetle protestów i krytyki prowadzonej przez niego polityki.  Jednak czy wystąpienia na Placu Błotnym i aktywność opozycji w mediach elektronicznych dały początek narodzinom w Rosji społeczeństwa obywatelskiego? Aby się przekonać, przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać.


czwartek, 17 października 2013

Dlaczego śledzia "ubierają" w szubę?


Śledź to jedno z najpopularniejszych dań kuchni rosyjskiej. Podawany jest na różne sposoby: na czarnym chlebie jako zakąska do wódki, zwinięty w rolmopsy czy solony z ziemniakami. No i jest oczywiście śledź pod szubą (сельдь под шубой – po polsku nazywany śledziem pod pierzynką) – sałatka, składająca się z nakładanych na siebie warstwami buraków, marchewki, ziemniaków, cebuli, jabłek, majonezu i oczywiście ryby. Przepis na to danie znajdziecie tutaj, a nas będzie interesowało dzisiaj co innego, a mianowicie: skąd się wzięła nazwa tego rosyjskiego specjału i dlaczego w tłumaczeniu na język polski zagubił się jej prawdziwy sens.



Zacznijmy może od tego, że szuba (ros. шуба) to rosyjskie określenie futrzanego palta. W tym kontekście polska pierzynka wydaje się nawet zgrabnym odpowiednikiem. Problem w tym, że oryginalnie nie o taką szubę twórcom dania i jego nazwy chodziło.

Historia dania przedstawia się następująco. Śledź pod szubą po raz pierwszy pojawił się na stołach w wieczór sylwestrowy 31 grudnia 1918 roku w gospodzie Anastasa Bogomiłowa. Danie zostało ochrzczone mianem „Sz.U.B.A.” («Ш.У.Б.А.»). Pierwsze litery tego skrótowca można było rozszyfrować w następujący sposób: «Шовинизму и Упадку – Бойкот и Анафема», czyli „Szowinizmowi i Upadkowi – Bojkot i Anatema”. Potrawę o tak oryginalnej nazwie wymyślono, aby pogodzić gości gospody i złagodzić nieco prowadzone przez nich po pijanemu kłótnie i spory, które przynosiły zajazdowi straty, odstraszając bardziej spokojnych klientów. Poszczególne składniki miały określoną symbolikę – śledź symbolizował „proletariat” (czy też klasę robotniczą, żeby pozostać w terminologii marksistowskiej), ziemniaki – chłopów, zaś krwawo-czerwone (bordowe) buraki – bolszewików.

Oryginalne znaczenie owej szuby szybko zatarło się w pamięci i zostało zastąpione jego dzisiejszą wersją. Mało kto wie, że śledź pod szubą był daniem mocno „politycznym”, stworzonym w celu „zjednoczenia klas społecznych”. Może to i dobrze, bo w Rosji komunistycznej symboliki nie brakuje, a sami Rosjanie mają spory problem z interpretacją historii ostatnich kilku dziesięcioleci. Ale to zupełnie inna historia.

Więcej i śledziu i jego miejscu w rosyjskiej kuchni znajdziecie tutaj.