niedziela, 9 sierpnia 2015

Łukaszenka - portret polityczny

Kiedy Alaksandr Łukaszenka został prezydentem Białorusi miałam 5 lat i za kilka miesięcy miałam iść do przedszkola. Był nim nadal, kiedy kończyłam podstawówkę, zdawałam maturę, kończyłam studia i znalazłam pierwszą pracę. Od zaprzysiężenia pierwszego wybranego w wyborach powszechnych prezydenta niepodległej Białorusi minęło ponad 21 lat, a Łukaszenka nadal piastuje ten urząd. W tym czasie w Polsce prezydentów mieliśmy aż 5 (wliczając najnowszego). W Czechach i USA było ich 3, a we Francji 4. Nawet w Rosji głowa państwa od 1994 roku zmieniała się trzykrotnie (chociaż 2 razy sięgał po to stanowisko jeden człowiek). Tymczasem na Białorusi Łukaszenka ciągle sprawuje niepodzielną władzę.

Jak to się stało, że zaledwie kilka lat po odzyskaniu niepodległości i wyzwoleniu się spod wpływów Rosji Białorusini wybrali na prezydenta człowieka, będącego ikoną starego systemu, który zawrócił ich kraj z drogi demokratycznych przemian i zamienił w ostatni bastion autorytaryzmu w Europie? Na to pytanie odpowiada Andrzej Poczobut w swojej książce "System Białoruś". Reportaż ukazał się w 2013 roku nakładem Wydawnictwa Helion. 


Reportaż Andrzeja Poczobuta to wstęp do wiedzy o współczesnej Białorusi. Dla osób, które dopiero zaczynają interesować się tym krajem stanowić będzie solidną podstawę do dalszej lektury, a dla wszystkich bardziej zorientowanych w tej problematyce będzie dobrym i potrzebnym uzupełnieniem informacji na temat białoruskiej sceny politycznej lat 90.

Książka podzielona jest na trzy części. Pierwsza to szczegółowy opis drogi Alaksandra Łukaszenki do przejęcia i utrzymania władzy na Białorusi oraz pierwszych lat jego prezydentury. Na tle bogatego materiału faktograficznego autor książki rysuje wnikliwy portret psychologiczny prezydenta-dyktatora. Próbuje także wyjaśnić, w jaki sposób wykorzystując populistyczne hasła udało mu się z nikomu nieznanego szefa kołchozu i działacza partii komunistycznej przekształcić w najważniejszą osobę w państwie.

Część drugą reportażu Andrzej Poczobut poświęca charakterystyce systemu Białoruś, opartego na trzech filarach, którymi są chleb, show i strach. Autor obala mit białoruskiego cudu gospodarczego, pisze o mediach oraz systemie propagandy państwowej, a także o represjach, jakie dotykają przedstawicieli opozycji.

Ostatnia część poświęcona jest realiom życia na Białorusi. W reportażu możemy znaleźć relacje osób z różnych środowisk, które opowiadają o swoich codziennych problemach, rozczarowaniu nową władzą i sposobach na przetrwanie w "systemie". Trochę szkoda, że autor poświęcił na tę część zaledwie 30 stron. Białoruska codzienność nie jest jednak głównym przedmiotem jego dociekań. W centrum zainteresowania stoi polityka. Andrzej Poczobut stara się przybliżyć nam postać przywódcy, który przejął kurs polityczny ZSRR na długo przed Władimirem Putinem i zbudował w demokratyzującej się Europie Środkowo-Wschodniej państwo autorytarne.

Andrzej Poczobut jest realistą. Nie przewiduje rychłego upadku stworzonego przez Łukaszenkę systemu, gwałtownych protestów społecznych, białoruskiego majdanu. Z jego analizy wynika, że dyktatura za naszą wschodnią granicą ma się dobrze, a jej najsłabszym ogniwem jest gospodarka. Na pytanie, czy i kiedy autorytarna Białoruś podzieli swojego ideologicznego poprzednika - Związku Radzieckiego jednoznacznej odpowiedzi udzielić się nie da.

środa, 5 sierpnia 2015

7 rzeczy, które warto wiedzieć o chinkali

1. Chinkali to delikatne i soczyste pierożki w kształcie sakiewek - jedno z najpopularniejszych dań kuchni kaukaskiej i zdecydowanie pierwsza rzecz, której należy spróbować będąc w Gruzji. 

2. Najbardziej popularne są chinkali z mięsem (czyli mieszanką mielonej baraniny, wołowiny i wieprzowiny w różnych proporcjach i konfiguracjach, w zależności od przepisu). Można też spotkać pierożki z innym nadzieniem - ja miałam okazję próbować grzybowych i serowych ("na oko" wypełnionych słonym gruzińskim serem sulguni, w smaku przypominającym nieco nasze oscypki).

3. Sekretem niesamowitego smaku chinkali jest bulion, jaki powoli wypełnia pierożek w trakcie gotowania. Aby osiągnąć taki efekt do mięsnego farszu należy dodać sporo letniej przegotowanej wody (można ją zastąpić bulionem warzywnym, dzięki temu danie będzie miało bogatszy smak). 

4. Bardzo ważna w tym daniu jest odpowiednia kompozycja przypraw. Nie może zabraknąć typowej dla kaukaskiej kuchni kolendry. Do farszu dodaje się również pieprz, pietruszkę i dużo cebuli. Ja dodaję do mięsa również trochę cząbru i kminu rzymskiego.

5. Nie należy też zapominać o cieście. Powinno być bardzo cienkie, a jednocześnie elastyczne i aksamitne. Nie może rwać się i rozpadać - jeśli tak się zdarzy z pierożka wypłynie pyszny bulion. Aby osiągnąć odpowiednią konsystencję ciasta trzeba je wyrabiać bardzo długo, następnie odstawić na jakiś czas, a potem dobrze rozwałkować.

6. Jedzenie chinkali nożem i widelcem to profanacja. Ich nietypowy kształt sprawia, że idealnie nadają się do jedzenia rękami. Pierożka należy chwycić na końcówkę, delikatnie nadgryźć i wypić znajdujący się w środku aromatyczny bulion, a dopiero potem zabrać się za farsz. Końcówki, za które chwyta się chinkali bywają nieco twarde, więc można ich nie jeść.

7. Gruzińskie chinkali są dosyć duże. W zależności od apetytu i pojemności żołądka wystarczy 3-5 pierożków, żeby się najeść.

Przygotowanie chinkali nie jest trudne, ale trochę czasochłonne, zwłaszcza jeśli zabieramy się za to po raz pierwszy. Ale warto, ich smak wynagrodzi każdy trud. Poniżej zamieszczam przepis (nieco zmodyfikowany na podstawie własnych doświadczeń), znaleziony w książce kucharskiej, która leżała sobie na półce w Oasis Club* w Udabnie na trasie do klasztoru Dawid Garedża. 

Składniki na ok. 20 pierożków (4-5 porcji):

CIASTO
- 3 szklanki mąki tortowej + mąka do podsypania
- 1/2 łyżeczki soli
- woda (ok, 1 szklanki, w zależności od konsystencji ciasta)

FARSZ MIĘSNY
- 300g mielonej baraniny
- 150g mielonej wołowiny
- 150g mielonej wieprzowiny
- 2 cebule
- letnia przegotowana woda lub bulion
- natka pietruszki
- kolendra (w przepisach najczęściej zaleca się używanie mielonych nasion, ale można też dodać świeże/suszone liście)
- sól
- pieprz
- szczypta płatków chilli
- dodatkowo cząber, kmin rzymski, kozieradka (w niewielkich ilościach)

Przygotowanie:

Z mąki, wody i soli wyrobić ciasto. Następnie utoczyć je w wałek o średnicy ok. 4 cm i pokroić na kawałki o grubości ok. 1 cm.

Mięso zmielić razem. Dodać do niego drobno posiekaną cebulę, natkę pietruszki i pozostałe przyprawy. Wyrobić farsz, stopniowo dodając do niego wodę lub bulion (najlepiej nie ograniczać się do ilości podanej w przepisach, ja dodaję tyle płynu, ile jest w stanie wchłonąć farsz).

Kawałki ciasta rozwałkować na cienkie krążki o średnicy 15 cm. Na środek kłaść farsz (mniej więcej 1 stołową łyżkę, pamiętając, aby zostawić w pierożki trochę miejsca na bulion, który powstanie w trakcie gotowania) i formować sakiewki. Uważać, aby nie przerwać ciasta i dobrze zakleić czubek każdego pierożka. Chinkali gotować w osolonej wrzącej wodzie ok. 15 minut.

Na koniec ciekawostka: podobno im więcej zakładek ma sakiewka chinkali, tym lepsza i bardziej doświadczona jest kucharka, która ją lepiła. :)


*Wypada jeszcze wspomnieć o Oasis Club. To bardzo klimatyczna restauracja (i od niedawna hostel) pośrodku niczego. Założyło ją dwoje Polaków zakochanych w Gruzji. Oferuje smaczne jedzenie, ale przede wszystkim jest oazą i idealnym miejscem odpoczynku dla wszystkich, którzy wybierają się na wycieczkę do klasztoru Dawid Garedża. No i oczywiście warto tam wpaść, żeby przywitać się z naszymi rodakami. Więcej informacji o tym miejscu można znaleźć na Facebooku.
https://www.facebook.com/davidgareji?fref=ts


piątek, 31 lipca 2015

Bazar - uczta dla zmysłów

Bazar to jeden z moich ulubionych elementów kultury Wschodu. Jego niesamowita atmosfera przyciąga mnie jak magnes i sprawia, że mogę długimi godzinami błądzić pomiędzy straganami. To niesamowite miejsce gdzie można kupić niemal wszystko, ale też niemal wszystko załatwić, np. wynająć na cały dzień marszrutkę, której kierowca za niewielkie pieniądze dowiezie nas do oddalonego o kilkadziesiąt kilometrów od miasta zabytkowego monasteru, a po drodze będzie opowiadał mnóstwo mniej lub bardziej ciekawych historii o tym, co mijamy na trasie.

Tak to już na Kaukazie bywa, że bazar i "dworzec autobusowy" (który z naszym europejskim dworcem na niewiele wspólnego) często bywają zlokalizowane obok siebie. Dla podróżnika to duże ułatwienie. Wyruszając na jednodniową wyprawę w jednym miejscu można załatwić transport i kupić prowiant na cały dzień. 

Bazar nie służy jednak wyłącznie do robienia zakupów. Można tu usłyszeć najświeższe plotki, wsłuchać się w rytm życia miasta. To centrum informacyjne i miejsce, gdzie toczy się dyskusje na temat bieżących wydarzeń. Oczywiście ta sfera jest dla podróżnika raczej niedostępna. Na bazar warto jednak się wybrać, choćby po to, by zaopatrzyć się w prezenty dla najbliższych i posmakować miejscowych specjałów.

Jedną z największych zalet bazaru jest to, że nie sposób wyjść z niego głodnym. Przechodząc między straganami jesteśmy ciągle zaczepiani przez sprzedawców i zachęcani do zrobienia u nich zakupów możliwością degustacji takiego czy innego towaru. Trzeba mieć się na baczności, żeby nie wydać zbyt wiele. Wiadomo przecież, że je się oczami, a bazary mają to do siebie, że są niesamowicie kolorowe i bardzo silnie oddziałują na nasze zmysły. Wybór aromatycznych przypraw, słodkich jak miód owoców czy miejscowych przysmaków jest tak ogromny, a ich ekspozycja na tyle efektowna, że nie sposób im się oprzeć. Przynajmniej ja tak mam. 

Żeby nie być gołosłowna, poniżej kilka zdjęć z bazarów Armenii i Gruzji, które powinny zaostrzyć Wam apetyt na wizytę w tym magicznym miejscu.

Erywań, Armenia


Suszone owoce w różnych formach to na Kaukazie najpopularniejsze słodycze. Na straganach prezentują się wspaniale, a do tego są bardzo smaczne.


Z podróży na Kaukaz warto przywieźć ze sobą trochę przypraw, zwłaszcza takich, które są w Polsce rzadko spotykane. Dzięki temu będzie można odtworzyć smaki wspaniałego wschodniego jedzenia we własnym domu. Do najpopularniejszych przypraw używanych w kuchni gruzińskiej i ormiańskiej należą kolendra, kmin rzymski, kozieradka, hyzop czy też różne rodzaje ostrej papryki.




 


Na bazarze w Erewaniu znalazłam cały "dział" z kiszonymi warzywami. To zdumiewające, ale Ormianie kiszą prawie wszystko. Nie tylko ogórki czy kapustę, ale też czosnek, pomidory, kalafior, paprykę, marchewkę, fasolkę i inne cuda. Wszystkie te kiszone warzywa ułożone w stertę robią niesamowite wrażenie i mimo specyficznego zapachu są bardzo apetyczne.


Oczywiście na bazarze można kupić też mięso. Na jednym ze stoisk znaleźliśmy bardzo ciekawą wizualizację jego różnych gatunków. :)



Tbilisi, Gruzja (bazar przy dworcu Didube)



Owoce w Gruzji i Armenii są naprawdę fenomenalne - dużo słodsze od tych, które możemy kupić w Polsce. Po prostu czuć w nich słońce, którego na Kaukazie nie brakuje. Jeśli pogoda dopisuje, owoce zbiera się nawet 2 razy w roku.






Kutaisi, Gruzja



Na koniec warto wspomnieć o najpopularniejszym słodkim gruzińskim przysmaku - czurczchelach. To nawinięte na sznurek orzechy (najczęściej włoskie lub laskowe) zatopione w owocowym kisielu. Ja miałam okazję próbować czurczcheli z białych i czerwonych winogron, granatu oraz kiwi. Gruzini mówią, że to ich odpowiednik snickersów. Przekąska jest smaczna i całkowicie oryginalna. Można ją kupić niemal na każdym przydrożnym straganie.

poniedziałek, 27 lipca 2015

Poezja w słoiku

W Czechach bywałam wiele razy, ale dopiero w tym roku (aż wstyd się przyznać) miałam okazję jeść jedną ze sztandarowych czeskich przekąsek do piwa - nakládaný hermelin. Jego wielbiciele z pewnością uśmiechają się teraz i wracają pamięcią do chwil spędzonych w czeskiej gospodzie, kiedy to pierwszy raz mieli okazję spróbować tego przysmaku. Dla tych, którzy o nim nie słyszeli kilka słów komentarza. 

Nakládaný hermelin to nic innego jak marynowany serek pleśniowy typu camembert. Swój charakterystyczny ostro-kremowy smak zawdzięcza potężnej dawce czosnku, cebuli i pieprzu, które wraz z olejem stanowią podstawę marynaty. Bardzo ważną rolę w przygotowaniu tej potrawy odgrywa czas – aby dojrzeć hermelin musi spędzić w słoiku z zalewą co najmniej 2 tygodnie.


W Czechach marynowane hermeliny można zjeść prawie wszędzie. Nawet w małych gospodach, które nie serwują niemal niczego poza piwem, często ta przekąska jest dostępna. I co najważniejsze, gdziekolwiek by się jej nie jadło, wszędzie smakuje świetnie, zwłaszcza w towarzystwie chłodnego piwa. 

Tego typu marynowany ser z łatwością można przygotować w  warunkach domowych. Przepis jest bardzo prosty. Trzeba przygotować duży słoik lub inne wysokie naczynie, które możemy dobrze zamknąć oraz następujące składniki:

- 3-4 serki camembert (oczywiście idealnie byłoby zdobyć czeskie hermeliny, ale w Polsce są one trudno dostępne, więc możemy użyć zamiennika)
- cebula
- czosnek
- mielona słodka papryka
- czarny pieprz (mielony i w ziarnach)
- ziele angielskie
- liść laurowy
- olej

Serki rozcinamy w poprzek. Na jednej połówce układamy plasterki czosnku i krążki cebuli, posypujemy je mielonym  pieprzem i słodką papryką, a następnie przykrywamy drugą połówką serka. Tak przygotowane hermeliny wkładamy do słoika, do którego wrzucamy wcześniej 4-5 listków laurowych, kilka ziaren ziela angielskiego i czarnego pieprzu. Serki układamy jeden na drugim. Możemy oddzielić je od siebie krążkami cebuli. Jeśli mamy ochotę, możemy dodać też trochę pokrojonej w słupki marynowanej papryki. Serki zalewamy olejem, tak, by wypełnił cały słoik. Po zjedzeniu hermelinów oleju nie należy wylewać – będzie bardzo aromatyczny, więc warto użyć do innych potraw.


Przygotowanie tej przekąski zajmuje ok. 15 minut. Co prawda aby ją zjeść, trzeba czekać ok. 2 tygodni, ale warto zachować cierpliwość. Im dłużej hermelin dojrzewa, tym lepiej smakuje. No i oczywiście podajemy go jako dodatek do znakomitego (czeskiego) piwa.

sobota, 25 lipca 2015

Kierunek: Uzbekistan

Ostatni rok obfitował w podróże na mniejszą i większą skalę. Do najbardziej znaczących należał wyjazd na Kaukaz i niemal 3 tygodnie spędzone ze wspaniałą siedmioosobową ekipą w Armenii i Gruzji.

Wiosną tego roku udało mi się w końcu po 4 latach nieobecności i ogromnej tęsknoty wrócić do Czech. Powrót był krótki, ale obfitował w nowe doświadczenia i inspiracje do rozpoczęcia kilku projektów, głownie kulinarnych.

Mam na koncie również kilka podróży po Polsce, ale za to z wątkiem wschodnim: Łódź z domieszką Kazachstanu, gruzińskie smaki w Kazimierzu Dolnym, ormiański Ararat w Nałęczowie i czeskie klimaty w Lublinie.

O wszystkim tym napiszę już wkrótce. Jest jednak pewna sprawa, która teraz wysuwa się na pierwszy plan.  Chodzi o podróż do Uzbekistanu i wycieczkę nad umierające powoli Morze Aralskie. Jeśli czytaliście książkę Bartka Sabeli „Może morze wróci”, doskonale znacie sprawę. Jeśli nie, koniecznie po reportaż sięgnijcie, bo jest świetny. Był jedną z inspiracji do wyruszenia w tę egzotyczną podróż.

Tym razem ruszamy na Wschód dwuosobową ekipą (mimo długotrwałych poszukiwań nie udało się znaleźć więcej paputczikow). Podróż zacznie się 24 sierpnia i potrwa do 10 września. W Uzbekistanie spędzimy 15 dni. Dotrzemy tam samolotem z Mińska, więc po drodze zawitamy na Białorusi.

Naszymi przystankami w Uzbekistanie będą m. in. Taszkent, Samarkanda, Buchara, Chiwa i Nukus. Dwa dni poświęcimy na podróż terenówką nad Morze Aralskie.  Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, we wrześniu wrócimy do Polski z bagażem niesamowitych wspomnień, pięknych zdjęć, aromatycznych przypraw, nowych znajomych i niezapomnianych doświadczeń. Trzymajcie kciuki!


poniedziałek, 8 grudnia 2014

Następna stacja: Sławianskij bulwar

W ramach postów dotyczących moskiewskiego metra wybierzemy się dzisiaj na wirtualną wycieczkę na stację Sławianskij bulwar (Славянский бульвар), 177 z kolei, otwartą 7 września 2008 roku na linii Arbacko-Pokrowskiej. 












niedziela, 26 października 2014

Zapowiedź końca. O tym, że niektóre piosenki się nie starzeją

Przyszedł czas na kolejny projekt tłumaczeniowy. Tym razem wybór padł na piosenkę grupy Kino Перемен (Pieriemien), utwór ponadczasowy i nadal bardzo aktualny, zarówno w kontekście społeczno-politycznym, jak i obyczajowym. Zresztą zobaczcie sami. Poniżej moja interpretacja.



Chcemy zmian!

Zamiast ciepła – malachit szkła
Zamiast ognia – dym
Wyrwany z kalendarza
Kolejny dzień
Czerwone słońce spalone do cna
Dzień dogorywa z nim
Całe płonące miasto
Okrywa cień

Chcemy zmian! W sercach uparcie głos brzmi
Chcemy zmian! W oczach nadzieja się tli
W naszym śmiechu i w łzach gorzkich tkwi
W każdej kropli krwi
Żądza zmian
Tak jest! Chcemy zmian!

Blady żarówki blask przedłużeniem jest dnia
Choć w pudełku zapałek już brak
Na kuchence sinoniebieski
Majaczy gaz
Więc herbata na stół, papieros w dłoń
Każdy schemat ten zna
I nie ma już więcej nic
Wszystko inne jest w nas

Chcemy zmian! W sercach uparcie głos brzmi
Chcemy zmian! W oczach nadzieja się tli
W naszym śmiechu i w łzach gorzkich tkwi
W każdej kropli krwi
Żądza zmian
Tak jest! Chcemy zmian!

Próżno szukać wśród słów naszych uczonych fraz,
W oczach mądrości, zręczności rąk
Nie potrzeba nam tego
Żeby rozumieć się w lot
Więc herbata na stół, papieros w dłoń
Tak zamyka się krąg
I chęć zmian nagle rodzi w nas strach
Impuls: w tył zwrot

Chcemy zmian! W sercach uparcie głos brzmi
Chcemy zmian! W oczach nadzieja się tli
W naszym śmiechu i w łzach gorzkich tkwi
W każdej kropli krwi
Żądza zmian
Tak jest! Chcemy zmian!

***

A tutaj oryginał, dla porównania.

Перемен

Вместо тепла зелень стекла,
Вместо огня дым.
Из сетки календаря
выхвачен день.
Красное солнце сгорает дотла,
День догорает с ним.
На пылающий город
падает тень.

Перемен требуют наши сердца,
Перемен требуют наши глаза,
В нашем смехе и в наших слезах,
И в пульсации вен
Перемен!
Мы ждем перемен.

Электрический свет продолжает наш день
И коробка от спичек пуста.
Но на кухне синим цветком
горит газ.
Сигареты в руках, чай на столе,
Эта схема проста.
И больше нет ничего,
Все находится в нас.

Перемен требуют наши сердца,
Перемен требуют наши глаза,
В нашем смехе и в наших слезах,
И в пульсации вен
Перемен!
Мы ждем перемен.

Мы не можем похвастаться мудростью глаз
И умелыми жестами рук,
Нам не нужно все это,
чтобы друг друга понять.
Сигареты в руках, чай на столе,
Так замыкается круг.
И вдруг нам становится страшно
что-то менять.

Перемен требуют наши сердца,
Перемен требуют наши глаза,
В нашем смехе и в наших слезах,
И в пульсации вен
Перемен!
Мы ждем перемен.