czwartek, 19 czerwca 2014

Co by powiedział mężczyzna?

Na wstępie przyznam otwarcie – książki Swietłany Aleksijewicz Wojna nie ma w sobie nic z kobiety nie przeczytałam jednym tchem. Tak się po prostu nie da. Żaden człowiek o przeciętnej wrażliwości nie jest w stanie jednorazowo przyjąć tak wielkiej dawki ludzkiego nieszczęścia. Każda strona tej opowieści przesycona jest cierpieniem, ponieważ każdy dzień II wojny światowej przynosił jej uczestnikom oraz ofiarom strach i ból.

W opowieściach, które przytacza autorka, brak miejsca na mity o niezwyciężonych bohaterach, o dzielnych wojskowych, którzy przemaszerowali przez pół Europy z pieśnią na ustach, przeganiając wroga i niosąc wolność kolejnym okupowanym krajom, o żołnierzach, których nie imały się kule, o wspaniałych rosyjskich chłopakach, którzy ofiarnie rzucali się pod czołgi i w nagrodę za uratowanie przyjaciół z batalionu dostawali wysokie odznaczenia, po czym w blasku chwały wracali do stęsknionych matek. Nie jest to zatem kolejna książka o tym, jak wojnę zapamiętali mężczyźni i jak powinny ją postrzegać kolejne pokolenia. Prawda o tamtych wydarzeniach pada po raz pierwszy z ust kobiet – drugoplanowych bohaterek spektaklu, który przez ponad pół dekady rozgrywał się na światowej scenie.

W latach 80. ubiegłego wieku, kiedy powstawała książka, Aleksijewicz jako pierwsza udzieliła głosu tym, które z poświęceniem nie mniejszym niż mężczyźni walczyły w obronie swojej ojczyzny. Bohaterkami i jednocześnie narratorkami reportażu są kobiety-wojskowi, mieszkanki Związku Radzieckiego różnych narodowości, weteranki Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Wszystkie panie łączy to, że kiedy 22 czerwca 1941 roku Adolf Hitler rozpoczął operację „Barbarossa” i niemieckie wojska wkroczyły na teren Związku Radzieckiego, one bez wahania rzuciły się do komisji poborowych i niemal na kolanach błagały, aby wysłać je na pierwszą linię frontu, gdzie mogłyby wziąć czynny udział w walkach. Szalona odwaga, wielki patriotyzm, kolosalne poświęcenie, czasami po prostu miłość silniejsza niż strach – to wspólny mianownik, do którego można sprowadzić kierujące nimi pobudki.  Panie łączy jeszcze jedno – kiedy w 1945 roku Armia Czerwona dotarła pod Reichstag i walczący mogli wrócić do domów, ojczyzna, której kobiety broniły własną piersią, postanowiła o nich zapomnieć, zepchnąć w kąt historii, gdzie spokojnie czekały prawie pół wieku na kogoś, kto chciałby wysłuchać ich opowieści.

Zaraz po wojnie okazało się, że dla płci pięknej frontowa przeszłość jest niekoniecznie powodem do dumy i lepiej się nią nie chwalić. Kobiety, które wróciły z wojny często spotykał ostracyzm, widziano w nich panie lekkich obyczajów, które bezwstydnie bałamuciły oddanych mężów i ojców, podatnych na wdzięki towarzyszek broni ze względu na długie lata rozłąki z ukochanymi. To te, które walcząc poświęciły swoją młodość i zdrowie, stały się wszystkiemu winne. Były złym materiałem na żony również dlatego, że wojna na zawsze je naznaczyła. Patrzyły na świat inaczej, niż ich rówieśniczki. To, co zobaczyły na froncie, nie było przeznaczone dla pięknych, okolonych firanką gęstych rzęs dziewczęcych oczu. Przez 4 lata w powietrzu ciągle unosił się zapach krwi i palonego ludzkiego ciała. Jak powiedziała jedna z rozmówczyń Swietłany Aleksijewicz, wojna pachnie po męsku, nie ma na niej kobiecych zapachów. Nie było więc perfumów i woni świeżych kwiatów. Nie było nawet mydła, nie było bielizny, był tylko męskie kalesony i onuce, były buty o kilka rozmiarów za duże, które zdzierały stopy do mięsa podczas kilkugodzinnego marszu. Były ciężkie ciała nieprzytomnych lub martwych kolegów, których trzeba było wynieść na tyły, czołgając się po ziemi i starając nie dać się zabić. Był głód, brak snu, nieludzki wysiłek i rany, które przyniosły potem inwalidztwo, a wielu odebrało możliwość zostania matkami i założenia normalnej rodziny, zaznania choćby odrobiny szczęścia. 

Tak wyglądała wojna z punktu widzenia kobiet. W książce Aleksijewicz nie znajdziemy żadnego batalistycznego opisu, zamiast tego jest codzienność, brunatno-czerwona, jak krew pomieszana z ziemią. Na każdym kroku czyha śmierć, koszmary senne przerażają mniej niż to, co dzieje się na jawie. Brutalne czyny i ogrom zniszczenia sprawiają, że kobiety czują nienawiść do wroga. Wszystko w nich krzyczy z rozpaczy i gniewu, kiedy widzą niemieckich żołnierzy, maszerujących przez ich miasta i wsie. Pielęgnują więc tę nienawiść, lecz nie są w stanie zabić w sobie ludzkich odruchów. Wrodzona empatia każe okazać miłosierdzie nawet tym, którzy wyrządzili krzywdę im oraz i ich rodzinom. Kobiety opatrują więc niemieckich jeńców i dzielą się chlebem z głodnymi niemieckimi sierotami. One, w przeciwieństwie do mężczyzn, nie boją się do tych ludzkich odruchów przyznać.

Co ciekawe, mężowie bohaterek, którzy również uczestniczyli w walkach i często swoje żony poznawali właśnie na froncie, zabraniają im opowiadania „łzawych historii”. Przypominają im za to szczegółowy przebieg walk i długie godziny przesiadują z nimi nad mapą ucząc, w jakim kierunku posuwała się ich brygada i jak przebiegała linia frontu. Jednak kobiety nie potrafią patrzeć na tamte wydarzenia oczami mężczyzn, ponieważ, jak słusznie zauważa autorka w tytule swojego reportażu, wojna nie ma w sobie nic z kobiety. To męski wynalazek, który dla kobiet nie ma żadnego sensu, bo jaki sens może mieć ten apokaliptycznych rozmiarów kataklizm, który pozostawia po sobie miliony ofiar, a tysiące miast i wsi obraca w gruzy? Wojna to także gwałt na naturze. Wraz z wybuchem pocisków milkną ptaki, fauna i flora zamiera, na zroszonej krwią ziemi nie ma komu zasiać zboża, za to jak kretowiska mnożą się mogiły żołnierzy, umierających tysiące kilometrów od swoich domów.

W czasie wojny kobieta, podobnie jak natura, musi przejść w stan hibernacji. Jej organizm pod wpływem nadmiaru adrenaliny, której źródłem jest ciągły stres i strach, zmienia się. Jest odporna na urazy i zmęczenie – rezultaty odczuje dopiero po wojnie. Wtedy też na nowo będzie musiała nauczyć się chodzić w sukienkach i butach na wysokich obcasach. Będzie musiała odkryć w sobie kobietę, którą na jakiś czas trzeba było ukryć.

Armia nie była wówczas (i zapewnie nie jest także i teraz) środowiskiem przyjaznym płci pięknej. Przytaczane przez Aleksijewicz opowieści są dowodem na panującą w szeregach wojskowych dyskryminację. Kobiecie dowódcy ciężko jest wyegzekwować posłuch wśród podwładnych. Żołnierze wyżsi rangą traktują ją z lekceważeniem. Ona zaś walczy, mimo, że czasami brak jej słów i tylko łzy mogą ukoić cierpiącą duszę. Walczy, bo straciła na wojnie ojca, siostrę, narzeczonego, czasami całą rodzinę. Nie ma więc nikogo, poza towarzyszami broni, poza ojczyzną, która wkrótce odpłaci jej za wszystkie wyrzeczenia gorzkim rozczarowaniem.

Reportaż Aleksijewicz to kalejdoskop obrazów z wojny, momentów, uchwyconych przez spostrzegawcze kobiece oko. Niezwykle plastycznym czy naturalistycznym wręcz opisom wojennej rzeczywistości towarzyszy bogata warstwa emocjonalna. Na pierwszy plan wysuwają się uczucia narratorek, ich przemyślenia. To one właśnie, a nie ilość wystrzelonych pocisków czy zdobytych pozycji wroga, utkwiło im w pamięci. Kobiety opowiadają więc obrazami, a autorka staje się kimś w rodzaju ich spowiedniczki – przez wiele lat nikt nie chciał bowiem słuchać ich opowieści, a im samym nikt nie pomógł poradzić sobie z bolesnymi przeżyciami. Każda chce się zatem podzielić wspomnieniami, wziąć udział w tej zbiorowej terapii w nadziei na katharsis. Czy tego katharsis doświadcza? Nie wiem, boję się, że kilku stron tekstu, kilku godzin opowieści nie wystarczy, aby zrzucić z siebie dźwigany przez tak wiele lat ciężar bolesnych doświadczeń.

Książka Swietłany Aleksijewicz jest jednak pewną rekompensatą dla tych kobiet, dowodem na to, że nie wszyscy zapomnieli o ich bohaterskich czynach. Jest nadzieja, że świat jeszcze o nich usłyszy, odda im sprawiedliwość. Nadzieję tę daje im nie kto inny, jak właśnie kobieta, „córeczka” (w taki sposób wiele rozmówczyń zwraca się do autorki), głos kolejnego pokolenia, które wojny nie zna z autopsji, lecz czuje, że podręczniki do historii, pisane przez mężczyzn, nie mówią całej prawdy. Z reportażu Aleksijewicz możemy zatem (a nawet powinniśmy) uczyć się historii, uzupełniać jej białe plamy.

Na zakończenie jeszcze jedna refleksja, a właściwie pytanie, które nasunęło mi się po przeczytaniu książki: co o tym wszystkim pomyślał by współczesny mężczyzna? Czy po przeczytaniu 350 stron tych bolesnych i nierzadko intymnych wyznań jemu też ściśnie się gardło, w ustach poczuje metaliczny smak krwi, a potem długo nie będzie mógł zasnąć, przetwarzając w myślach przeczytane akapity? Nie wiem. Dowiem się, jak spotkam jakiegoś pana, który tę książkę przeczytał. A póki co, pozostało mi tylko polecić ją wszystkim. Tak, wszystkim. Kropka . 

http://czarne.com.pl/katalog/ksiazki/wojna-nie-ma-w-sobie-nic-z-kobiety

sobota, 7 czerwca 2014

W jedne zakuci kajdany..., czyli Nautilus Pompilus po polsku

Do tłumaczenia piosenki Nautilusa Pompilusa Скованные одной цепью zabierałam się od dawna, odkąd po obejrzeniu filmu Стиляги pojawił się w mojej głowie pomysł na cztery wersy refrenu w wersji polskiej. No i nadarzyła się okazja, a efekty wytężonej pracy widać poniżej. Na pierwszy ogień poszła oryginalna piosenka, potem przetłumaczyłam cover z filmu. Powstały dwa zupełnie różne teksty, o przeciwstawnej wymowie ideologicznej i różniej energii. 



Скованные одной цепью

Круговая порука мажет как копоть 
Я беру чью-то руку а чувствую локоть 
Я ищу глаза а чувствую взгляд 
Где выше голов находится зад 
За красным восходом - розовый закат 
Скованные одной цепью 
Связанные одной целью 
Скованные одной цепью 
Связанные одной... 

Здесь суставы вялы 
А пространства огромны 
Здесь составы смяли 
Чтобы сделать колонны 
Одни слова для кухонь 
Другие для улиц 
Здесь брошены орлы 
Ради бройлерных куриц 
И я держу равнение даже целуясь 
На скованных одной цепью 
Связанных одной целью 
Скованных одной цепью 
Связанных одной целью... 

Можно верить и в отсутствие веры 
Можно делать и отсутствие дела 
Нищие молятся молятся на 
То что их нищета гарантирована 
Здесь можно играть про себя на трубе 
Но как не играй все играешь отбой 
И если есть те кто приходит к тебе 
Найдутся и те кто придет за тобой 
Также скованные одной цепью 
Связанные одной целью 
Скованные одной цепью 
Связанные одной... 

Здесь женщины ищут 
Но находят лишь старость 
Здесь мерилом работы 
Считают усталость 
Здесь нет негодяев 
В кабинетах из кожи 
Здесь первые на последних похожи 
И не меньше последних 
Устали быть может 
Быть скованными одной цепью 
Связанными одной целью 
Скованными одной цепью 
Связанными одной целью... 

Скованные одной цепью 
Связанные одной целью 
Скованные одной цепью 
Связанные одной целью 
Скованные...

***

W jedne zakuci kajdany

Solidarność grupowa plami jak sadza
Za pomocną dłoń boleśnie nagradza
Zamiast iskry w oczach widzę karcący wzrok
Tych co chcą, kontrolować każdy nasz krok
Lecz czerwone słońce czeka różowy zmrok
W jedne zakuci kajdany
Celem tym samym związani
W jedne zakuci kajdany
Celem tym samym związani

Ręce wątłe, bezsilne
W tej ogromnej przestrzeni
Stare mury zburzone
Jak tu żyć bez korzeni
Na ulicach, w kawiarniach
Nikt nie może być szczery
Kiedyś był dwa orły
Teraz mamy brojlery
I nawet gdy całuję chcę być taki jak ci
W jedne zakuci kajdany
Celem tym samym związani
W jedne zakuci kajdany
Celem tym samym związani

Można wierzyć w świat bez wiary i Boga,
W czyny bezczynne, lecz zgubna to droga
Lepiej nędzarzem być, każdy to wie
I czuć radość, o cud nigdy nie modlić się
Możesz dać sygnał, by zebrał się tłum
Weź trąbkę do rąk – nie pojawi się nikt
A jeśli ktoś przyjdzie, ktoś zjawi się tu
To przyjdą też ci, co chcą zdławić Twój krzyk
Ci w jedne zakuci kajdany
Celem tym samym związani
W jedne zakuci kajdany
Celem tym samym związani

Tu kobiet szukają
Zanim starość dotyka
Miarą pracy zmęczenie
Taka nasza taktyka
Tu nie ma łajdaków
W garniturach na miarę
Tu ostatni pierwszymi odsiadają swą karę
I ostatni i pierwsi tak samo zmęczeni
Wciąż w jedne zakuci kajdany
Celem tym samym związani
W jedne zakuci kajdany
Celem tym samym związani
Celem tym samym związani…

W jedne zakuci kajdany
Celem tym samym związani
W jedne zakuci kajdany
Celem tym samym związani
W jedne zakuci …



Скованные одной цепью

Среди нас он жил, мы шагали строем.
Честным парнем был, был простым героем.
Но правду не скрыть – этот час настал,
И вот обнажился звериный оскал…
И вот обнажился звериный оскал…
Скованные одной цепью, связанные одной целью,
Скованные одной цепью, связанные одной…

Ты посмел посягнуть на святая святых.
Где твои идеалы? Ты плюнул на них!
Ты за яркие тряпки врагу продаешься,
И с совестью, честью легко расстаешься.
Но ты не победишь – наша цепь не прервется

Скованных одной цепью, связанных одной целью
Скованных одной цепью, связанных одной целью…

Ты под музыку толстых  не смеешь плясать,
Не смеешь кривляться и нас предавать.
Такого, как ты, не должно быть рядом,
Когда мы единым идем отрядом.
Нам партия – мать, комсомол – наш отец,
Ну-ка ты, стоять! Хорошо, молодец!
Мы не станем петь под чужую дудку –
Нам радостный горн играет побудку.
Скованные одной цепью, связанные одной целью
Скованные одной цепью, связанные одной…

Здесь не место таким подлецам и подонкам,
Здесь свои идеалы оставляют потомкам.
Здесь хором поют, по теченью гребя ,
Здесь в ногу идут, единенье любя…
Нам радостно дальше идти без тебя –
Быть
Скованными одной цепью, связанными одной целью
Скованными одной цепью, связанными одной целью

Скованные одной цепью, связанные одной целью…

***

W jedne zakuci kajdany

Między nami żył, miał tu braci, siostry 
I kolegą był dobrym, szczerym, prostym
Lecz nadszedł już czas, pokaż jakiś ty!
Dziś ta podła bestia obnaża swe kły…
Dziś ta podła bestia obnaża swe kły…
W jedne zakuci kajdany, celem tym samym związani,
W jedne zakuci kajdany, celem tym samym…

Tyś odżegnał się już od swej wiary i czci 
A gdzie twe ideały? Wytłumacz to mi!
Za jaskrawe szmaty oddałeś sumienie
Naplułeś na honor, tyś wrogie nasienie 
Lecz tu nie wskórasz nic, bo my mamy marzenie 
Być…
W  jedne zakuci kajdany, celem tym samym związani,
W jedne zakuci kajdany, celem tym samym związani…

Już nie jesteś nam bratem, gdy zgniły jazz grasz
Nie będziesz nas zdradzać i śmiać nam się w twarz
W rodzinie  tej więc miejsca brak dla ciebie
Gdy zwartym szeregiem przemy przed siebie
Partia matką nam, Komsomoł ojciec nasz!
A ty gdzie? W tył zwrot! Melduj się! Trzymać straż!
Tak jak zagra wróg tańczyć nie będziemy
Lecz do walki z nim z radością staniemy
W jedne zakuci kajdany, celem tym samym związani,
W jedne zakuci kajdany, celem tym samym…

Tu odmawiamy praw wam – łajdakom i śmieciom
Przecież tu ideały przekazują swym dzieciom
Tu śpiewa nasz chór, nikt nie płynie pod prąd 
Patrzymy tylko wprzód! Zniewoleni? A skąd!
Jesteśmy szczęśliwi, a ty cierp za błąd  
Swój
W jedne zakuci kajdany, celem tym samym związani,
W jedne zakuci kajdany, celem tym samym związani…

W jedne zakuci kajdany, celem tym samym związani…

Jeśli ktoś ma uwagi, wskazówki, itp., zachęcam do komentowania. To moje pierwsze próby przekładu melicznego, więc proszę o wyrozumiałość.

czwartek, 7 listopada 2013

Dawno temu w Moskwie



Rok 1972. Kojarzy mi się z Olimpiadą w Monachium i Czarnym Wrześniem, z Frakcją Czerwonej Armii i IRĄ, z wojną w Wietnamie i aferą Watergate, z Nixonem, Gierkiem, "Ojcem chrzestnym" i serialem "M.A.S.H.". 

W ZSRR w 1972 roku też się działo. W lutym radziecka sonda Łuna 20 wylądowała na Księżycu. W maju Richard Nixon jako pierwszy amerykański prezydent przybył do Moskwy, a USA i ZSRR zawarły układ tzw. SALT I o ograniczeniu systemów obrony przeciwrakietowej na czas nieograniczony, co nie przeszkadzało Rosjanom w kilka tygodni później przeprowadzić podziemnej próby atomowej. Był to rok katastrof lotniczych. 31 sierpnia w katastrofie Iła-18 pod Magnitogorskiem zginęło 101 osób, 2 października do podobnego wydarzenia doszło pod Soczi - zginęło wówczas 109 osób, a niespełna 2 tygodnie później w katastrofie Iła-62 w miejscowości Krasnaja Polana na południu kraju śmierć poniosły 174 osoby.
Z kolei 1 września w Reykjavíku zakończył się szachowy „mecz stulecia” o mistrzostwo świata, w którym Amerykanin Bobby Fischer pokonał Borysa Spasskiego z ZSRR. 

A jak wyglądała Moskwa w 1972 roku? Cofnijmy się 4 dekady w przeszłość i wybierzmy się na wirtualny spacer po mieście.


Na początek sobór Wasyla Błogosławionego na  Placu Czerwonym, a przed nim pomnik Minina i Pożarskiego. Jak widać, niewiele się dzisiaj to miejsce zmieniło.


A tu siedziba Mossowietu, czyli Moskiewskiej rad miejskiej, a naprzeciwko pomnik założyciela Moskwy Jurija Dołgorukiego (Długorękiego). Obecnie w tym budynku mieści się siedziba mera Moskwy. Do niedawna funkcję tę sprawował Jurij Łużkow, któremu również przypisano przydomek Długoręki. 


Uniwersytet Moskiewski im. Michaiła Łomonosowa mieści się na Worobjowych Gorach. Z miejsca, gdzie zrobiono fotografię rozciąga się widok na...


Łużniki - wtedy stadion nosił imię Lenina, z resztą jak większość ważnych miejsc w stolicy. Nazwę zmieniono w 1992 roku - obecna pochodzi od terenu, który jest dość grząski, podmokły i bagienny. Na Łużnikach odbywały się Letnie Igrzyska Olimpijskie w 1980 roku, zaś w 1990 roku swój ostatni koncert zagrał tam Wiktor Coj z grupą Kino.


I jedna z naziemnych stacji moskiewskiego metra "Worobjowe gory", w roku 1972 nazywała się "Lieninskije gory".


Na kolejnym zdjęciu moskiewski Teatr Bolszoj, do dzisiaj zachował się stojący przed nim ogromny pomnik Karola Marksa.



Kolejne dwie fotografie przedstawiają WDNCh, czyli Ogólnorosyjskie Centrum Wystawowe, którego budowa rozpoczęła się w II połowie lat 30. na rozkaz Stalina. Narody Związku Radzieckiego miały prezentować tam swoją kulturę i osiągnięcia. Wyszło z tego coś w stylu radzieckiego Expo. 


Tuż obok nadal znajduje się słynna rzeźba Wiery Muchiny "Robotnik i kołchoźnica". Autorka znana jest również z tego, że zaprojektowała kultowy rosyjski granionnyj stakan, zaś rzeźbę doskonale kojarzą wszyscy miłośnicy produkcji Mosfilmu - od 1947 roku jest ona bowiem symbolem wytwórni filmowej.



Aleksander Sergiejewicz Puszkin - chyba najbardziej znany rosyjski poeta, zwłaszcza wśród Polaków, którym kojarzy się z naszym romantykiem Mickiewiczem. Pomnik Puszkina stoi na placu jego imienia. 


Wieża telewizyjna Ostankino - obecnie najwyższy w Europie budynek, liczy sobie 540 metrów i 10 centymetrów. Do 1975 roku, kiedy wybudowano CN Tower w Toronto, Ostankino było najwyższą budowlą na świecie, a powstało dla uczczenia 50 rocznicy rewolucji październikowej. 


Tu z kolei widok na hotel "Ukraina". Kto był w Warszawie, widział na pewno jego bliźniaka. W Moskwie takich stalinowskich wysotek jest siedem. Jedna z nich to budynek Uniwersytetu Moskiewskiego, który pojawił się wyżej.


A tu hotel "Rossija", wybudowany w latach 60., był jednym z największych na świecie - 3182 pokoje mieściły 5300 osób. Hotel zamknięto w 2006 roku, a budynek przeznaczono do rozbiórki.




Tego miejsca nie trzeba opisywać, na trzech fotografiach wyżej oczywiście Kreml. Z tym że pomnika Lenina już tam nie ma. Jednak nie trzeba daleko iść, żeby na niego trafić. Na Placu Czerwonym nadal znajduje się Mauzoleum Lenina, chociaż moskwianie toczyli już wiele debat, czy nie przenieść szczątków polityka w bardziej odpowiednie miejsce. No i w samej Moskwie takich pomników czy tablic upamiętniających przywódcę bolszewików jest bez liku. Imię Lenina nosi m.in. metro czy biblioteka.


I na koniec prospekt Kalinina, dzisiaj znany jako Nowy Arbat.

Tekst zainspirowany starymi widokówkami z 1972 roku, które przypadkiem wpadły mi w ręce. Już niedługo podobny wpis o Kijowie.

Komuno, wróć? O nostalgii za Związkiem Radzieckim

Centrum analityczne imienia Jurija Lewady w czerwcu tego roku przeprowadziło wśród mieszkańców Rosji ankietę poświęconą temu, jakie zmiany zaszły w społeczeństwie rosyjskim oraz w kręgach władzy przez ostatnie dwie dekady. Na pytanie, czy 20 lat po upadku ZSRR Rosjanie zachowali cechy człowieka radzieckiego, ponad ¾ ankietowanych odpowiedziała, że zmienili się zupełnie lub bardzo, a zaledwie 14 % uznało, że zmiany te są niewielkie, bądź żadne. Co najbardziej różni współczesnego Rosjanina od obywatela Związku Radzieckiego? Przede wszystkim, jak twierdzi blisko 60% pytanych, dzisiejszy mieszkaniec Federacji Rosyjskiej jest o wiele bardziej chłodny i wyrachowany. Brak mu także wyrozumiałości w stosunku do drugiego człowieka (wskazało na tę cechę 35% ankietowanych). Potwierdza to powszechny pogląd, iż w dzisiejszych czasach wśród Rosjan zanika powoli poczucie solidarności, a także zakorzeniony silnie w mentalności rosyjskiej kolektywizm, co wpływa na pogorszenie stosunków międzyludzkich. Ponadto, przeciętny mieszkaniec Rosji stał się biedniejszy, stracił także nadzieję na lepszą przyszłość. 22% badanych wskazało, że jest bardziej zależny od władzy i przełożonych, a tylko 30%, że wraz z upadkiem systemu komunistycznego zyskał wolność i swobody obywatelskie. Zaledwie 1/5 pytanych przyznała, że dzisiaj Rosjanom żyje się lepiej, niż 20 lat temu, więcej wiedzą o świecie, są zdrowsi i bardziej praktyczni.

Jeśli zaś chodzi o władze Federacji, 65% ankietowanych wskazuje, że zmieniły się bardzo lub całkowicie, jednak aż 1/5 nie dostrzega zbyt wielu różnic pomiędzy rządami KPZR a Jednej Rosji. Największą różnicą jest, zdaniem połowy badanych, fakt, iż współczesna elita polityczna przestała troszczyć się o prostych ludzi, dba wyłącznie o zabezpieczenie własnych interesów. Z kolei aż 43% wskazało, że politycy nie są w stanie poradzić sobie z problemami, które stanęły przed Rosją w XXI wieku. 

Wyniki te wskazują, że Rosjanie nadal czują nostalgię za Związkiem Radzieckim, przy czym tego typu sentymentalną ocenę przeszłości tylko do pewnego stopnia można uznać za typową dla społeczeństw państw byłego bloku wschodniego (popularne jeśli chodzi o starsze pokolenia stwierdzenie, że kiedyś żyło się lepiej, rosnące wśród młodych ludzi zainteresowanie kulturą tamtego okresu). Przyczyną owej tęsknoty jest realne pogorszenie się materialnego położenia wielu obywateli Federacji Rosyjskiej, zwłaszcza w „lichych” latach 90., kiedy to sytuacja gospodarcza w kraju była niemal katastrofalna: na wypłaty trzeba było czekać długie miesiące, a nawet lata, wynagrodzenia oraz emerytury był głodowe, wskutek dzikiej prywatyzacji rosły nierówności społeczne – powstawały pierwsze fortuny, oczywiście ludzi związanych z władzą, a ci, którym udało się mimo wszystko odbić od dna stracili swoje oszczędności w 1998 roku, po ogłoszeniu przez Rosji niewypłacalności. Ponadto Rosja przestała być uznawana na jednego z dwóch najważniejszych graczy na arenie międzynarodowej. Rosjan zniechęcało także skandalizujące zachowanie Borysa Jelcyna. W porównaniu z panującym wówczas chaosem okres radziecki dawał obywatelom stabilność i przekonanie o wielkości własnego państwa.

Nastroje w społeczeństwie uległy poprawie po dojściu do władzy Władimira Putina, nieprzypadkowo odwołującego się do radzieckiej spuścizny. Nowy prezydent uderzał właśnie w ową nostalgię Rosjan, mówiąc: "Kto nie tęskni za ZSRR, musi nie mieć serca. Kto chce jego powrotu, nie ma rozumu". Główną zasługą Putina było wyprowadzenie kraju z chaosu gospodarczego lat 90. i zapewnienie obywatelom wytęsknionej stabilizacji. 

Putin, aby usprawiedliwić kształt własnej polityki, szeroko odwołuje się do historii, dokonując jej reinterpretacji zgodnie w własnymi potrzebami. Jak twierdzi znany publicysta Wiktor Jerofiejew, w historiografii rosyjskiej panuje totalny chaos. Z jednej strony w podręcznikach szkolnych potępia się zbrodnie stalinowskie, z drugiej zaś państwo oficjalnie przejmuje dziedzictwo Związku Radzieckiego, przedstawiając skrajnie nacjonalistyczną wizję dziejów. Jest to stosowanie podwójnych standardów – frakcja rządząca odrzuca politykę wewnętrzną ZSRR, uznając jednocześnie, że jego polityka zagraniczna (dążenie do budowy imperium, pozycja jednego z najsilniejszych graczy na arenie międzynarodowej, interwencje w krajach satelickich) jest jak najbardziej do przyjęcia i powinna znaleźć swoją kontynuację we współczesnej Rosji. Pisarz dodaje, że w ciągu ostatnich dwóch dekad „podobnie jak w Niemczech po I wojnie światowej - pojawiła się w społeczeństwie frustracja spowodowana tym, że Rosja straciła określoną pozycję w świecie. I obecnie odbudowuje ją z trudem. Politycy takie nastroje wykorzystują i rozdymają na siłę poczucie dumy narodowej”.

Tęsknota za Związkiem Radzieckim przekłada się bezpośrednio na negatywną ocenę pierestrojki. Za winnego upadku imperium uznaje się Michaiła Gorbaczowa. Polityka, który na Zachodzie cieszy się dużą popularnością i uznaniem, rodacy oceniają negatywnie. Kiedy w sierpniu tego roku agencja RIA Nowosti na swoim niemieckojęzycznym mikroblogu oraz na portalu Twitter podała fałszywą wiadomość o śmierci byłego I sekretarza KPZR, w Internecie pojawiło się wiele komentarzy świadczących o nienawiści do polityka. Określano go mianem zdrajcy oraz Judy Gorbaczowa, pisano, że sprzedał Związek Radziecki za 30 srebrników. W potoku obelg znalazły się tylko nieliczne głosy poparcia.

Krytyczna ocena pierestrojki świadczy o tym, że społeczeństwo rosyjskie rzeczywiście nie zmieniło się tak bardzo od upadku ZSRR. Współczesny Rosjanin ma w sobie wiele cech typowych dla tzw. człowieka radzieckiego. Termin ten wprowadził do socjologii w 1982 roku rosyjski badacz emigracyjny Aleksander Zinowiew. „Sowok”, czyli homo soveticus, to człowiek całkowicie podporządkowany władzy i kolektywowi, oportunista i koniunkturalista, którego charakteryzuje pełne zniewolenie intelektualne, bierność, agresja wobec słabszych, uniżoność wobec silniejszych oraz postawa ucieczki od odpowiedzialności i wolności. Człowiek radziecki nie jest ofiarą systemu politycznego, ale jego produktem oraz siłą podtrzymującą jego istnienie.

We wrześniu tego roku Centrum analityczne im. Jurija Lewady wspólnie ze stowarzyszeniem Memoriał zorganizowało seminarium poświęcone przejawom mentalności radzieckiej w społeczeństwie rosyjskim. Zdaniem badaczy Lwa Gudkowa i Iriny Karacuboj współczesny obywatel Federacji Rosyjskiej nadal jest podporządkowany władzy, pozostając z nią w relacjach paternalistycznych. Jego osobowość kształtowała się w systemie zakazów i ograniczeń, przez co ma bardzo niskie wymagania wobec rządzących i skupiony jest na zaspokojeniu podstawowych potrzeb. Nie odczuwa potrzeby samorealizacji, aktywności, nie jest mobilny, przez co nie może stać się świadomym obywatelem, nadal jest poddanym. Jest to główna przyczyna niemożności wykształcenia przez Rosjan społeczeństwa obywatelskiego, które wzięłoby na siebie ciężar sprawowania funkcji kontrolnej wobec władzy. Jeśli można mówić o transformacji systemu politycznego Rosji, nie dotyczy to jeszcze do końca sposobu myślenia przeciętnego obywatela. Przystosowany do przeżycia w systemie totalitarnym, nie dostrzega wad rosyjskiej „demokracji”, która, mimo 20-letniego stażu, nie przystaje do wzorców zachodnich, przypominając raczej dyktaturę.

Warto zauważyć, że jak wskazuje Tatiana Worożejkina, cechy człowieka sowieckiego nie zostały ukształtowane wyłącznie przez system komunistyczny. Ich korzenie sięgają już carskiej Rosji i są typowe dla poddanego Imperium Rosyjskiego. Zdanie badaczki znajduję poparcie wśród historyków, którzy twierdzą, iż rosyjska pokora wobec rządzących wyrosła na gruncie patriarchalnego modelu władzy, w którym car był ojcem swych poddanych, stał ponad prawem i nie miał sobie równych. Stąd tylko krok do kultu jednostki, który w dzisiejszych czasach znajduje swoje odzwierciedlenie w niepodzielnej władzy cieszącego się popularnością Władimira Putina.

Kilka tygodni temu prezydent Białorusi Aleksandr Łukaszenka ogłosił, że uważa się za człowieka radzieckiego i tęskni za ZSRR, który był, jego zdaniem, czynnikiem stabilizującym stosunki międzynarodowe. Taka wypowiedź na pewno spodobała się Władimirowi Putinowi, który od 2011 roku może nieco obawiać się o swoją pozycję, w świetle protestów i krytyki prowadzonej przez niego polityki.  Jednak czy wystąpienia na Placu Błotnym i aktywność opozycji w mediach elektronicznych dały początek narodzinom w Rosji społeczeństwa obywatelskiego? Aby się przekonać, przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać.


czwartek, 17 października 2013

Dlaczego śledzia "ubierają" w szubę?


Śledź to jedno z najpopularniejszych dań kuchni rosyjskiej. Podawany jest na różne sposoby: na czarnym chlebie jako zakąska do wódki, zwinięty w rolmopsy czy solony z ziemniakami. No i jest oczywiście śledź pod szubą (сельдь под шубой – po polsku nazywany śledziem pod pierzynką) – sałatka, składająca się z nakładanych na siebie warstwami buraków, marchewki, ziemniaków, cebuli, jabłek, majonezu i oczywiście ryby. Przepis na to danie znajdziecie tutaj, a nas będzie interesowało dzisiaj co innego, a mianowicie: skąd się wzięła nazwa tego rosyjskiego specjału i dlaczego w tłumaczeniu na język polski zagubił się jej prawdziwy sens.



Zacznijmy może od tego, że szuba (ros. шуба) to rosyjskie określenie futrzanego palta. W tym kontekście polska pierzynka wydaje się nawet zgrabnym odpowiednikiem. Problem w tym, że oryginalnie nie o taką szubę twórcom dania i jego nazwy chodziło.

Historia dania przedstawia się następująco. Śledź pod szubą po raz pierwszy pojawił się na stołach w wieczór sylwestrowy 31 grudnia 1918 roku w gospodzie Anastasa Bogomiłowa. Danie zostało ochrzczone mianem „Sz.U.B.A.” («Ш.У.Б.А.»). Pierwsze litery tego skrótowca można było rozszyfrować w następujący sposób: «Шовинизму и Упадку – Бойкот и Анафема», czyli „Szowinizmowi i Upadkowi – Bojkot i Anatema”. Potrawę o tak oryginalnej nazwie wymyślono, aby pogodzić gości gospody i złagodzić nieco prowadzone przez nich po pijanemu kłótnie i spory, które przynosiły zajazdowi straty, odstraszając bardziej spokojnych klientów. Poszczególne składniki miały określoną symbolikę – śledź symbolizował „proletariat” (czy też klasę robotniczą, żeby pozostać w terminologii marksistowskiej), ziemniaki – chłopów, zaś krwawo-czerwone (bordowe) buraki – bolszewików.

Oryginalne znaczenie owej szuby szybko zatarło się w pamięci i zostało zastąpione jego dzisiejszą wersją. Mało kto wie, że śledź pod szubą był daniem mocno „politycznym”, stworzonym w celu „zjednoczenia klas społecznych”. Może to i dobrze, bo w Rosji komunistycznej symboliki nie brakuje, a sami Rosjanie mają spory problem z interpretacją historii ostatnich kilku dziesięcioleci. Ale to zupełnie inna historia.

Więcej i śledziu i jego miejscu w rosyjskiej kuchni znajdziecie tutaj.

środa, 9 października 2013

Rosja się starzeje


Jednym z najbardziej palących problemów Rosji jest ciągle pogarszająca się sytuacja demograficzna. Poniżej fragmenty ciekawego raportu Leszka Szerepki z 2006 roku, dotyczącego sytuacji demograficznej Rosji (cały raport można znaleźć tutaj).

W 2005 roku Rosyjska Akademia Nauk zakończyła program badawczy "Demograficzna modernizacja Rosji w latach 1900–2000". Z przygotowanego raportu wynika, że w XX wieku państwo rosyjskie straciło w rezultacie złej polityki ok. 140 mln osób. To znaczy, że o tyle liczniejsza byłaby obecnie ludność Rosji, jeżeli państwo to rozwijałoby się w ubiegłym stuleciu w sposób zbliżony do państw europejskich i podobnie jak one szanowałoby wartość życia ludzkiego.


Jedną z głównych przyczyn zmniejszającej się liczby rodzonych dzieci jest pogłębiający się kryzys instytucji rodziny. Większość zawieranych małżeństw rozpada się. Według spisu z 2002 roku, 47% rosyjskich kobiet mogących prawnie wstąpić w związek małżeński (w wieku ponad 16 lat) żyje samotnie. Z nich 18% nigdy nie było w związku małżeńskim, 18% to wdowy, a 11% – rozwiedzione. Związki zawierane są w coraz starszym wieku, coraz później zapadają decyzje o chęci posiadania dziecka. Zmienia się także sam model rodziny i są to przemiany długofalowe. Między dwoma ostatnimi spisami powszechnymi udział rodzin z dwoma i więcej dziećmi zmniejszył się dwa razy, a udział rodzin z jednym dzieckiem zwiększył się o jedną trzecią. Obecnie wśród rodzin z dziećmi – ok. 66% rodzin ma jedno, a ok. 28% – dwoje dzieci. W 2003 roku już 29,7% dzieci urodziło się w związkach nieformalnych.

[W Rosji] Zaniedbano kwestię edukacji seksualnej. Przerywanie ciąży jest wciąż głównym środkiem antykoncepcyjnym stosowanym przez kobiety rosyjskie. Zabiegów aborcyjnych wykonuje się więcej niż przyjęć porodów. Według oficjalnych danych, w 2004 roku było ich ok. 1,8 mln, z tego 10% dotyczyło niepełnoletnich dziewcząt. Jak się oblicza, w przypadku 7–8% kobiet zabiegi przerywania ciąży prowadzą do bezpłodności. W Rosji problem bezpłodności dotyka ok. 15% wszystkich związków. W przedziale wiekowym 15–49 lat z 39,1 mln kobiet około 6 mln jest bezpłodnych. Władze państwowe Federacji Rosyjskiej dotychczas w niedostatecznym stopniu interesują się problemem leczenia bezpłodności, nie widząc w tym skutecznej metody zwiększenia przyrostu naturalnego.

(…) zaludnienie poszczególnych regionów Rosji jest odwrotnie proporcjonalne do ich obszaru. W najmniejszym pod względem terytorium centralnym okręgu federalnym mieszka najwięcej obywateli Federacji Rosyjskiej, a w najbardziej rozległym – dalekowschodnim – mieszka ich najmniej. Różnica w gęstości zaludnienia między tymi okręgami wynosi ponad 50:1 i wykazuje tendencję do powiększania się. Na terytorium trzech okręgów – centralnego, południowego i nadwołżańskiego – zajmujących łącznie zaledwie 13,84% powierzchni Rosji, koncentruje się ponad 62% ludności tego państwa. W sumie na ok. 5 mln km2, stanowiących ok. 29% terytorium Rosji, mieszka ok. 93% populacji. Takie rozmieszczenie ludności niewątpliwie utrudnia racjonalne korzystanie z bogactw naturalnych kraju oraz administrowanie nim.

Politycy niezbyt uważnie słuchają jednak demografów, wychwytując z ich wystąpień jedynie to, co może się przydać w bieżącej walce politycznej. Uwaga ta jest szczególnie celna w stosunku do populistyczno-nacjonalistycznej opozycji, która stara się lansować tezę, iż naród rosyjski wymiera, a rząd robi niewiele, aby temu zapobiec. Liderzy tej orientacji często zabierają głos w kwestiach demograficznych. Z reguły są przeciwni zwiększonemu napływowi do Rosji imigrantów, dlatego koncentrują się na zachętach materialnych, które mogłyby stymulować wzrost liczby narodzin. W tym duchu wypowiadał się m.in. przewodniczący Komunistycznej Partii Federacji Rosyjskiej Giennadij Ziuganow, który w listopadzie 2005 roku zaproponował wprowadzenie tzw. becikowego w wysokości od 30 do 50 tys. rubli (w zależności od regionu) oraz podwyższenie zasiłku na jedno dziecku do 1,5 tys. rubli miesięcznie. Konkurent Ziuganowa, szef tzw. ludowego gabinetu cieni Giennadij Siemigin, propagując ideę zwiększenia w ciągu pięćdziesięciu lat liczby ludności Rosji do 160 mln osób, przywołał przykład Islandii, gdzie becikowe za pierwsze dziecko wynosi 25 tys. euro, za drugie 50 tys. euro itd. Lubiący szokować ekscentrycznością pomysłów, lider populistycznej Liberalno-Demokratycznej Partii Rosji Władimir Żyrinowski zaproponował niegdyś, aby kobietom, które nie urodziły dwójki-trójki dzieci, nie zezwalać na wyjazd za granicę (nie wydawać paszportów). Jeden z członków frakcji parlamentarnej tej partii opowiedział się natomiast za tym, aby automatycznie pozbawiać obywatelstwa te Rosjanki, które znajdą sobie męża poza obszarem WNP. Stale pojawiają się pomysły wprowadzenia podatku od bezdzietności, zakazu adopcji dzieci rosyjskich przez cudzoziemców, zorganizowania ministerstwa ds. demografii czy opracowania celowego programu ratowania narodu rosyjskiego.

Wśród elit coraz powszechniejsze są obawy, że znaczne zmniejszenie potencjału ludnościowego Rosji zahamuje jej rozwój gospodarczy i wpłynie na pogorszenie pozycji geopolitycznej.

poniedziałek, 7 października 2013

Dlaczego Plac Czerwony jest "czerwony"?



Plac Czerwony jest dzisiaj bezdyskusyjnie jednym z najbardziej rozpoznawalnych miejsc w Moskwie, głównie ze względu na wojskowe parady w Dzień Zwycięstwa, obchodzony w Rosji 9 maja, a także korespondencje polskich dziennikarzy z Soborem Wasyla Błogosławionego w tle. Jest to miejsce symboliczne o nie mniej symbolicznej nazwie, „czerwoność” placu idealnie wpisuje się bowiem w ostatnie stulecie historii Rosji (później Związku Radzieckiego). Była Armia Czerwona, czerwony terror, czerwona gwiazda, Czerwony sztandar, czerwoni komisarze, więc Plac Czerwony do tego zestawu pasuje idealnie. 

Kolor czerwony (obok róży) jest w polityce symbolem socjalizmu. To barwa krwi, rewolucji, wyraża namiętność, energię, przykuwa wzrok i drażni, pobudza do działania. Jednak w nazwie historycznego placu Moskwy – Krasnaja płoszczad’, wcale nie chodzi o kolor. Etymologia tej nazwy jest zupełnie inna, a tłumaczenie na większość języków świata po prostu nieprawidłowe.

Początkowo moskiewski Plac Czerwony znajdował się w obrębie Kremla i służył jako główny targ stolicy. Wychodziło na niego frontowe reprezentacyjne skrzydło pałacu carskiego, po rosyjsku zwane krasnym, czyli  paradnym – stąd też wzięła się nazwa samego placu, oznaczająca po prostu piękny. Po pożarze w Kitaj-Gorodzie (dzielnica Moskwy) w 1493 roku, na mocy ukazu cara Iwana III targ został przeniesiony poza mury Kremla, w pustą przestrzeń, która pozostała na miejscu spalonych budynków. Nazwa została na jakiś czas zapomniana. Od 1552 roku plac nazywano Troickim od Świątyni Trójcy Świętej, która później ustąpiła miejsca Soborowi pod wezwaniem Opieki Świętej Bogarodzicy.

Kramy na targu często płonęły, dlatego okoliczni mieszkańcy mówili na plac po prostu „Pożar”. Ów „Pożar” zaczęto określać mianem Krasnaja płoszczad’ po raz pierwszy w połowie wieku XVII, kiedy wokół placu zaczęto stawiać bogato zdobione, piękne budowle, zwłaszcza Sobór Kazańskiej Ikony Matki Bożej. Wówczas potocznie miejsce to nazywano też Placem Targowym. Dzisiejsza nazwa zakorzeniła się na dobre dopiero w wieku XIX. I chociaż odnosiła się do piękna, w oficjalnym tłumaczeniach zaczął się pojawiać kolor czerwony, który wtedy nie miał jeszcze żadnego mocnego uzasadnienia.

Plac Czerwony, zamiast Pięknego pojawia się nie tylko w języku polskim. Jest to tłumaczenie bardzo popularne:

angielski - Red Square
białoruski - Чырвоная плошча
bułgarski - Червен площад
chorwacki - Crveni trg
czeski - Rudé náměstí
esperanto - Ruĝa Placo
francuski - Place Rouge
hiszpański - Plaza Roja
macedoński - Црвен плоштад
niemiecki - Roter Platz
porugalski - Praça Vermelha
serbski - Црвени трг
słowacki - Červené námestie
ukraiński - Красна площа
węgierski - Vörös tér
włoski - Piazza Rossa

Wygląda na to, że najbardziej znany plac Moskwy ze swoją "czerwonością" będzie musiał się pogodzić. Oprócz skojarzeń z komunizmem i Armią Czerwoną nazwę placu niektórzy tłumaczą faktem, że w tym miejscu przelano krew wielu istnień ludzkich, stąd właśnie owa czerwień, jednak wersja ta nie jest prawidłowa.