czwartek, 19 czerwca 2014

Dwunastu gniewnych ludzi według Paniuszkina

Nie jest to recenzja kultowego filmu Sidney’a Lumeta z 1957. Będzie za to o książce Dwanaścioro niepokornych, która do rąk polskiego czytelnika trafiła w 2011 roku dzięki Wydawnictwu Czarne. Reportaż Walerija Paniuszkina ma z amerykańskim dramatem sądowym wiele wspólnego, mimo że od dystrybucji filmu do opisywanych w książce wydarzeń minęło równo pół wieku, a Stany Zjednoczone od Rosji dzieli nie tylko odległość tysięcy kilometrów, lecz także gigantyczna przepaść ideologiczna.

W obrazie Lumeta dwanaścioro sędziów przysięgłych, ludzi z różnych środowisk i o skrajnie odmiennych poglądach, przez wiele godzin debatuje nad przyszłością młodego chłopaka oskarżonego o zabójstwo własnego ojca, aby w końcu osiągnąć jednomyślność i wydać wspólny wyrok. U Paniuszkina przysięgłych nie ma (ten schemat z sukcesem wykorzystał Nikita Michałkow, który w 2007 roku nakręcił remake amerykańskiego pierwowzoru), są za to liderzy antyputinowskiej opozycji, współcześni dysydenci, dyskutujący o położeniu społeczeństwa we współczesnej Rosji.

Jest rok 2007. Dziennikarz spotyka się z opozycjonistami w małym barze niedaleko Tweru, na trasie z Moskwy do Petersburga. Dysydenci jadą na kolejny Marsz Niepokornych. Nikt jeszcze nie wie, że nowym prezydentem Federacji Rosyjskiej zostanie Dmitrij Miedwiediew. Rosjanie mają już za sobą serię wybuchów moskiewskich domów, koniec prezydentury Jelcyna, pierwszą wojnę czeczeńską, tragiczną śmierć marynarzy z okrętu podwodnego „Kursk”, aresztowanie Michaiła Chodorkowskiego, a także ataki terrorystów na teatr na Dubrowce oraz szkołę podstawową nr 1 w Biesłanie. Trwa druga wojna czeczeńska, niedługo rozpocznie się konflikt z Gruzją, a za kilka miesięcy do parlamentu nie wejdzie – po raz pierwszy w historii – żadna z opozycyjnych partii. Władimir Putin szykuje dla siebie tekę premiera i zamierza wprowadzić zmiany w konstytucji, które pozwolą mu sprawować niepodzielną władzę przez kolejne kilkanaście lat.

Diagnoza jest pesymistyczna: OMON bije demonstrantów, opozycjoniści trafiają do więzienia, wybory stają się parodią demokracji, a o swobodach obywatelskich pamiętają tylko Ci, których wolność jest na każdym kroku naruszana. Źle się dzieje w państwie rosyjskim, zaś na odwieczne pytanie: kto winien?, dwanaścioro gniewnych ludzi wskazuje palcem prezydenta, człowieka znikąd, który gdy tylko poczuł, że dysponuje niezachwianą pozycją i żaden oligarcha nie jest w stanie mu zagrozić (bo to on trzyma za gardło wszystkich oligarchów) zaczął traktować Rosję jak swoją własność, a wyborców – jak poddanych. Tym sposobem Rosjanie wrócili do punktu wyjścia. Umarł król, niech żyje król (a właściwie car)! Z niewielką przerwą na Borysa Jelcyna, którego prezydentura przyniosła, oprócz lekkiego zapachu alkoholu również lekki powiew demokratyzacji, w kraju znowu panują rządy silnej ręki.

Jednak każda akcja rodzi reakcję. Pojawił się nowy car-samodzierżca, są i dysydenci. Czym się różnią od Władimira Bukowskiego, Ludmiły Aleksiejewej czy Andrieja Sacharowa? Kim są? Jaki mają program dla Rosji? 

W małym barze niedaleko Tweru (miejscu wymyślonym, czy raczej żywcem przeniesionym z innego kontekstu, zasady konspiracji nie pozwalają bowiem ujawniać, gdzie zbierają się spiskowcy) spotykamy jedenastu z grona tytułowych niepokornych. Są to dziennikarka Marina Litwinowicz z koalicji „Inna Rosja”, Marija Gajdar, córka byłego premiera FR Jegora Gajdara, Ilja Jaszyn (wówczas w szeregach partii „Jabłoko”), lider Frontu Lewicowego Siergiej Udalcew, członek Partii Narodowo-Bolszewickiej Maksim Gromow, mołdawska dziennikarka Natalia Morari, pisarz i satyryk Wiktor Szenderowicz, ekonomista Andriej Iłłarionow, jeden z koordynatorów działań komitetu nauczycieli w Biesłanie Wissarion Asiejew oraz zaangażowany w działalność charytatywną Michaiła Chodorkowskiego Anatolij Jermolin. Dwunasty dysydent – mistrz szachowy Garri Kasparow jest nieobecny na nocnym spotkaniu. Zatrzymany podczas Marszu Niepokornych w Moskwie przebywa w areszcie, ale Paniuszkin zabiera nas później do jego domu, abyśmy mogli usłyszeć opowieść opozycjonisty o pobycie w więzieniu i dowiedzieć się z pierwszej ręki, że milicjanci zwracali się do niego jak do nowego cara, który wkrótce zastąpi na stanowisku Władimira Putina.

Z perspektywy 7 lat, które minęły od tamtych wydarzeń możemy stwierdzić, że stróże prawa się pomylili, a obok dwunastu dysydentów, których liczba stanowi wyraźne nawiązanie do Ewangelii, a także słynnego poematu Aleksandra Błoka z 1918 roku, na arenie politycznej pojawiły się nowe twarze. Jednak mimo protestów Rosjanom nie zwrócono odebranych im praw i wolności. Nie wybiegajmy jednak w przyszłość.

Niepokornych Paniuszkina poznajemy w różnych okolicznościach. Autor nie przedstawia po prostu życiorysów postaci, stara się raczej odtworzyć drogę, która doprowadziła każdego z bohaterów do baru pod Twerem, pokazać motywacje, jakie nimi kierowały, kiedy zdecydowali się powstać przeciwko władzy. Dysydenci pochodzą z różnych środowisk politycznych. Są wśród nich przedstawiciele liberalnego „Jabłoka”, prawicowego SPS, komuniści i nacbol. Niektórzy ściśle współpracowali z Kremlem, doradzając nawet Władimirowi Putinowi. Innych zatrudniał Michaił Chodorkowski, do niedawna najważniejszy więzień w Rosji i żywy dowód na to, że pieniądze nie mogą zapewnić w tym kraju bezpieczeństwa, jeśli nie gra się według zasad wyznaczonych przez władzę.

Jak to zwykle bywa, również w tym przypadku środowisko dysydentów jest heterogeniczne. Jednak czy możliwe jest zjednoczenie ponad podziałami, aby osiągnąć wspólny cel – wyegzekwować karę wobec winnego pogwałcenia konstytucji i deptania prawa człowieka Władimira Putina? Nie trzeba wybiegać w przyszłość, aby stwierdzić, że to się nie uda. Nawet Paniuszkin w momencie, kiedy pisze swoją książkę, odnosi się do tej perspektywy sceptycznie. Wskazuje, że nie mogą pokonać niesprawiedliwej władzy ci, którzy nie są w stanie stanąć na czele tłumu, ponieważ boją się ciosu omonowskiej pałki spadającej na plecy. Nie zwyciężą ci, którzy rywalizują między sobą o uwagę dziennikarzy i o każdą minutę na wizji zachodnich kanałów telewizyjnych.

Dwanaścioro niepokornych to dowód, że nie ma jednej Rosji, a środowiska, które składają się na „inną” Rosję nie potrafią współpracować, aby ów mit jedności obalić i zaprowadzić pluralizm w życiu publicznym. Dysydenci działają na rachunek ugrupowań, które reprezentują. Działają na rękę władzy i na krzywdę społeczeństwu. A ludzie? Rosyjski naród? Rosyjski naród jest „pogański”, bałwochwalczo wpatruje się we wszystko, co nadaje Kanał Pierwszy rosyjskiej telewizji i jak matuszka Fotinja z Bolszoj Jelni wierzy, że w rękach Putina spoczywa zbawcza misja odrodzenia imperium rosyjskiego.

Jaka w tym wszystkim rola Walerija Paniuszkina? Kim jest dla dwunastki niepokornych? Czy tylko spisuje tę „ewangelię”, czy może sam zasiada w gronie dysydentów? Biorąc pod uwagę styl uprawianego przez niego dziennikarstwa oraz to, że jest bliskim znajomym wielu opisanych w reportażu postaci, można się zastanowić, czy i jego nie zaliczyć w poczet obrońców rosyjskiej demokracji. Może więc jest trzynastym niepokornym, tyle tylko, że nie odważył się umieścić samego siebie z tym spisie przez zwykłą skromność lub mając w głowie znany przesąd, który głosi, że trzynaście osób przy jednym stole zwiastuje nieszczęście. 

http://czarne.com.pl/katalog/ksiazki/dwanascioro-niepokornych

Co by powiedział mężczyzna?

Na wstępie przyznam otwarcie – książki Swietłany Aleksijewicz Wojna nie ma w sobie nic z kobiety nie przeczytałam jednym tchem. Tak się po prostu nie da. Żaden człowiek o przeciętnej wrażliwości nie jest w stanie jednorazowo przyjąć tak wielkiej dawki ludzkiego nieszczęścia. Każda strona tej opowieści przesycona jest cierpieniem, ponieważ każdy dzień II wojny światowej przynosił jej uczestnikom oraz ofiarom strach i ból.

W opowieściach, które przytacza autorka, brak miejsca na mity o niezwyciężonych bohaterach, o dzielnych wojskowych, którzy przemaszerowali przez pół Europy z pieśnią na ustach, przeganiając wroga i niosąc wolność kolejnym okupowanym krajom, o żołnierzach, których nie imały się kule, o wspaniałych rosyjskich chłopakach, którzy ofiarnie rzucali się pod czołgi i w nagrodę za uratowanie przyjaciół z batalionu dostawali wysokie odznaczenia, po czym w blasku chwały wracali do stęsknionych matek. Nie jest to zatem kolejna książka o tym, jak wojnę zapamiętali mężczyźni i jak powinny ją postrzegać kolejne pokolenia. Prawda o tamtych wydarzeniach pada po raz pierwszy z ust kobiet – drugoplanowych bohaterek spektaklu, który przez ponad pół dekady rozgrywał się na światowej scenie.

W latach 80. ubiegłego wieku, kiedy powstawała książka, Aleksijewicz jako pierwsza udzieliła głosu tym, które z poświęceniem nie mniejszym niż mężczyźni walczyły w obronie swojej ojczyzny. Bohaterkami i jednocześnie narratorkami reportażu są kobiety-wojskowi, mieszkanki Związku Radzieckiego różnych narodowości, weteranki Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Wszystkie panie łączy to, że kiedy 22 czerwca 1941 roku Adolf Hitler rozpoczął operację „Barbarossa” i niemieckie wojska wkroczyły na teren Związku Radzieckiego, one bez wahania rzuciły się do komisji poborowych i niemal na kolanach błagały, aby wysłać je na pierwszą linię frontu, gdzie mogłyby wziąć czynny udział w walkach. Szalona odwaga, wielki patriotyzm, kolosalne poświęcenie, czasami po prostu miłość silniejsza niż strach – to wspólny mianownik, do którego można sprowadzić kierujące nimi pobudki.  Panie łączy jeszcze jedno – kiedy w 1945 roku Armia Czerwona dotarła pod Reichstag i walczący mogli wrócić do domów, ojczyzna, której kobiety broniły własną piersią, postanowiła o nich zapomnieć, zepchnąć w kąt historii, gdzie spokojnie czekały prawie pół wieku na kogoś, kto chciałby wysłuchać ich opowieści.

Zaraz po wojnie okazało się, że dla płci pięknej frontowa przeszłość jest niekoniecznie powodem do dumy i lepiej się nią nie chwalić. Kobiety, które wróciły z wojny często spotykał ostracyzm, widziano w nich panie lekkich obyczajów, które bezwstydnie bałamuciły oddanych mężów i ojców, podatnych na wdzięki towarzyszek broni ze względu na długie lata rozłąki z ukochanymi. To te, które walcząc poświęciły swoją młodość i zdrowie, stały się wszystkiemu winne. Były złym materiałem na żony również dlatego, że wojna na zawsze je naznaczyła. Patrzyły na świat inaczej, niż ich rówieśniczki. To, co zobaczyły na froncie, nie było przeznaczone dla pięknych, okolonych firanką gęstych rzęs dziewczęcych oczu. Przez 4 lata w powietrzu ciągle unosił się zapach krwi i palonego ludzkiego ciała. Jak powiedziała jedna z rozmówczyń Swietłany Aleksijewicz, wojna pachnie po męsku, nie ma na niej kobiecych zapachów. Nie było więc perfumów i woni świeżych kwiatów. Nie było nawet mydła, nie było bielizny, był tylko męskie kalesony i onuce, były buty o kilka rozmiarów za duże, które zdzierały stopy do mięsa podczas kilkugodzinnego marszu. Były ciężkie ciała nieprzytomnych lub martwych kolegów, których trzeba było wynieść na tyły, czołgając się po ziemi i starając nie dać się zabić. Był głód, brak snu, nieludzki wysiłek i rany, które przyniosły potem inwalidztwo, a wielu odebrało możliwość zostania matkami i założenia normalnej rodziny, zaznania choćby odrobiny szczęścia. 

Tak wyglądała wojna z punktu widzenia kobiet. W książce Aleksijewicz nie znajdziemy żadnego batalistycznego opisu, zamiast tego jest codzienność, brunatno-czerwona, jak krew pomieszana z ziemią. Na każdym kroku czyha śmierć, koszmary senne przerażają mniej niż to, co dzieje się na jawie. Brutalne czyny i ogrom zniszczenia sprawiają, że kobiety czują nienawiść do wroga. Wszystko w nich krzyczy z rozpaczy i gniewu, kiedy widzą niemieckich żołnierzy, maszerujących przez ich miasta i wsie. Pielęgnują więc tę nienawiść, lecz nie są w stanie zabić w sobie ludzkich odruchów. Wrodzona empatia każe okazać miłosierdzie nawet tym, którzy wyrządzili krzywdę im oraz i ich rodzinom. Kobiety opatrują więc niemieckich jeńców i dzielą się chlebem z głodnymi niemieckimi sierotami. One, w przeciwieństwie do mężczyzn, nie boją się do tych ludzkich odruchów przyznać.

Co ciekawe, mężowie bohaterek, którzy również uczestniczyli w walkach i często swoje żony poznawali właśnie na froncie, zabraniają im opowiadania „łzawych historii”. Przypominają im za to szczegółowy przebieg walk i długie godziny przesiadują z nimi nad mapą ucząc, w jakim kierunku posuwała się ich brygada i jak przebiegała linia frontu. Jednak kobiety nie potrafią patrzeć na tamte wydarzenia oczami mężczyzn, ponieważ, jak słusznie zauważa autorka w tytule swojego reportażu, wojna nie ma w sobie nic z kobiety. To męski wynalazek, który dla kobiet nie ma żadnego sensu, bo jaki sens może mieć ten apokaliptycznych rozmiarów kataklizm, który pozostawia po sobie miliony ofiar, a tysiące miast i wsi obraca w gruzy? Wojna to także gwałt na naturze. Wraz z wybuchem pocisków milkną ptaki, fauna i flora zamiera, na zroszonej krwią ziemi nie ma komu zasiać zboża, za to jak kretowiska mnożą się mogiły żołnierzy, umierających tysiące kilometrów od swoich domów.

W czasie wojny kobieta, podobnie jak natura, musi przejść w stan hibernacji. Jej organizm pod wpływem nadmiaru adrenaliny, której źródłem jest ciągły stres i strach, zmienia się. Jest odporna na urazy i zmęczenie – rezultaty odczuje dopiero po wojnie. Wtedy też na nowo będzie musiała nauczyć się chodzić w sukienkach i butach na wysokich obcasach. Będzie musiała odkryć w sobie kobietę, którą na jakiś czas trzeba było ukryć.

Armia nie była wówczas (i zapewnie nie jest także i teraz) środowiskiem przyjaznym płci pięknej. Przytaczane przez Aleksijewicz opowieści są dowodem na panującą w szeregach wojskowych dyskryminację. Kobiecie dowódcy ciężko jest wyegzekwować posłuch wśród podwładnych. Żołnierze wyżsi rangą traktują ją z lekceważeniem. Ona zaś walczy, mimo, że czasami brak jej słów i tylko łzy mogą ukoić cierpiącą duszę. Walczy, bo straciła na wojnie ojca, siostrę, narzeczonego, czasami całą rodzinę. Nie ma więc nikogo, poza towarzyszami broni, poza ojczyzną, która wkrótce odpłaci jej za wszystkie wyrzeczenia gorzkim rozczarowaniem.

Reportaż Aleksijewicz to kalejdoskop obrazów z wojny, momentów, uchwyconych przez spostrzegawcze kobiece oko. Niezwykle plastycznym czy naturalistycznym wręcz opisom wojennej rzeczywistości towarzyszy bogata warstwa emocjonalna. Na pierwszy plan wysuwają się uczucia narratorek, ich przemyślenia. To one właśnie, a nie ilość wystrzelonych pocisków czy zdobytych pozycji wroga, utkwiło im w pamięci. Kobiety opowiadają więc obrazami, a autorka staje się kimś w rodzaju ich spowiedniczki – przez wiele lat nikt nie chciał bowiem słuchać ich opowieści, a im samym nikt nie pomógł poradzić sobie z bolesnymi przeżyciami. Każda chce się zatem podzielić wspomnieniami, wziąć udział w tej zbiorowej terapii w nadziei na katharsis. Czy tego katharsis doświadcza? Nie wiem, boję się, że kilku stron tekstu, kilku godzin opowieści nie wystarczy, aby zrzucić z siebie dźwigany przez tak wiele lat ciężar bolesnych doświadczeń.

Książka Swietłany Aleksijewicz jest jednak pewną rekompensatą dla tych kobiet, dowodem na to, że nie wszyscy zapomnieli o ich bohaterskich czynach. Jest nadzieja, że świat jeszcze o nich usłyszy, odda im sprawiedliwość. Nadzieję tę daje im nie kto inny, jak właśnie kobieta, „córeczka” (w taki sposób wiele rozmówczyń zwraca się do autorki), głos kolejnego pokolenia, które wojny nie zna z autopsji, lecz czuje, że podręczniki do historii, pisane przez mężczyzn, nie mówią całej prawdy. Z reportażu Aleksijewicz możemy zatem (a nawet powinniśmy) uczyć się historii, uzupełniać jej białe plamy.

Na zakończenie jeszcze jedna refleksja, a właściwie pytanie, które nasunęło mi się po przeczytaniu książki: co o tym wszystkim pomyślał by współczesny mężczyzna? Czy po przeczytaniu 350 stron tych bolesnych i nierzadko intymnych wyznań jemu też ściśnie się gardło, w ustach poczuje metaliczny smak krwi, a potem długo nie będzie mógł zasnąć, przetwarzając w myślach przeczytane akapity? Nie wiem. Dowiem się, jak spotkam jakiegoś pana, który tę książkę przeczytał. A póki co, pozostało mi tylko polecić ją wszystkim. Tak, wszystkim. Kropka . 

http://czarne.com.pl/katalog/ksiazki/wojna-nie-ma-w-sobie-nic-z-kobiety

sobota, 7 czerwca 2014

W jedne zakuci kajdany..., czyli Nautilus Pompilus po polsku

Do tłumaczenia piosenki Nautilusa Pompilusa Скованные одной цепью zabierałam się od dawna, odkąd po obejrzeniu filmu Стиляги pojawił się w mojej głowie pomysł na cztery wersy refrenu w wersji polskiej. No i nadarzyła się okazja, a efekty wytężonej pracy widać poniżej. Na pierwszy ogień poszła oryginalna piosenka, potem przetłumaczyłam cover z filmu. Powstały dwa zupełnie różne teksty, o przeciwstawnej wymowie ideologicznej i różniej energii. 



Скованные одной цепью

Круговая порука мажет как копоть 
Я беру чью-то руку а чувствую локоть 
Я ищу глаза а чувствую взгляд 
Где выше голов находится зад 
За красным восходом - розовый закат 
Скованные одной цепью 
Связанные одной целью 
Скованные одной цепью 
Связанные одной... 

Здесь суставы вялы 
А пространства огромны 
Здесь составы смяли 
Чтобы сделать колонны 
Одни слова для кухонь 
Другие для улиц 
Здесь брошены орлы 
Ради бройлерных куриц 
И я держу равнение даже целуясь 
На скованных одной цепью 
Связанных одной целью 
Скованных одной цепью 
Связанных одной целью... 

Можно верить и в отсутствие веры 
Можно делать и отсутствие дела 
Нищие молятся молятся на 
То что их нищета гарантирована 
Здесь можно играть про себя на трубе 
Но как не играй все играешь отбой 
И если есть те кто приходит к тебе 
Найдутся и те кто придет за тобой 
Также скованные одной цепью 
Связанные одной целью 
Скованные одной цепью 
Связанные одной... 

Здесь женщины ищут 
Но находят лишь старость 
Здесь мерилом работы 
Считают усталость 
Здесь нет негодяев 
В кабинетах из кожи 
Здесь первые на последних похожи 
И не меньше последних 
Устали быть может 
Быть скованными одной цепью 
Связанными одной целью 
Скованными одной цепью 
Связанными одной целью... 

Скованные одной цепью 
Связанные одной целью 
Скованные одной цепью 
Связанные одной целью 
Скованные...

***

W jedne zakuci kajdany

Solidarność grupowa plami jak sadza
Za pomocną dłoń boleśnie nagradza
Zamiast iskry w oczach widzę karcący wzrok
Tych co chcą, kontrolować każdy nasz krok
Lecz czerwone słońce czeka różowy zmrok
W jedne zakuci kajdany
Celem tym samym związani
W jedne zakuci kajdany
Celem tym samym związani

Ręce wątłe, bezsilne
W tej ogromnej przestrzeni
Stare mury zburzone
Jak tu żyć bez korzeni
Na ulicach, w kawiarniach
Nikt nie może być szczery
Kiedyś był dwa orły
Teraz mamy brojlery
I nawet gdy całuję chcę być taki jak ci
W jedne zakuci kajdany
Celem tym samym związani
W jedne zakuci kajdany
Celem tym samym związani

Można wierzyć w świat bez wiary i Boga,
W czyny bezczynne, lecz zgubna to droga
Lepiej nędzarzem być, każdy to wie
I czuć radość, o cud nigdy nie modlić się
Możesz dać sygnał, by zebrał się tłum
Weź trąbkę do rąk – nie pojawi się nikt
A jeśli ktoś przyjdzie, ktoś zjawi się tu
To przyjdą też ci, co chcą zdławić Twój krzyk
Ci w jedne zakuci kajdany
Celem tym samym związani
W jedne zakuci kajdany
Celem tym samym związani

Tu kobiet szukają
Zanim starość dotyka
Miarą pracy zmęczenie
Taka nasza taktyka
Tu nie ma łajdaków
W garniturach na miarę
Tu ostatni pierwszymi odsiadają swą karę
I ostatni i pierwsi tak samo zmęczeni
Wciąż w jedne zakuci kajdany
Celem tym samym związani
W jedne zakuci kajdany
Celem tym samym związani
Celem tym samym związani…

W jedne zakuci kajdany
Celem tym samym związani
W jedne zakuci kajdany
Celem tym samym związani
W jedne zakuci …



Скованные одной цепью

Среди нас он жил, мы шагали строем.
Честным парнем был, был простым героем.
Но правду не скрыть – этот час настал,
И вот обнажился звериный оскал…
И вот обнажился звериный оскал…
Скованные одной цепью, связанные одной целью,
Скованные одной цепью, связанные одной…

Ты посмел посягнуть на святая святых.
Где твои идеалы? Ты плюнул на них!
Ты за яркие тряпки врагу продаешься,
И с совестью, честью легко расстаешься.
Но ты не победишь – наша цепь не прервется

Скованных одной цепью, связанных одной целью
Скованных одной цепью, связанных одной целью…

Ты под музыку толстых  не смеешь плясать,
Не смеешь кривляться и нас предавать.
Такого, как ты, не должно быть рядом,
Когда мы единым идем отрядом.
Нам партия – мать, комсомол – наш отец,
Ну-ка ты, стоять! Хорошо, молодец!
Мы не станем петь под чужую дудку –
Нам радостный горн играет побудку.
Скованные одной цепью, связанные одной целью
Скованные одной цепью, связанные одной…

Здесь не место таким подлецам и подонкам,
Здесь свои идеалы оставляют потомкам.
Здесь хором поют, по теченью гребя ,
Здесь в ногу идут, единенье любя…
Нам радостно дальше идти без тебя –
Быть
Скованными одной цепью, связанными одной целью
Скованными одной цепью, связанными одной целью

Скованные одной цепью, связанные одной целью…

***

W jedne zakuci kajdany

Między nami żył, miał tu braci, siostry 
I kolegą był dobrym, szczerym, prostym
Lecz nadszedł już czas, pokaż jakiś ty!
Dziś ta podła bestia obnaża swe kły…
Dziś ta podła bestia obnaża swe kły…
W jedne zakuci kajdany, celem tym samym związani,
W jedne zakuci kajdany, celem tym samym…

Tyś odżegnał się już od swej wiary i czci 
A gdzie twe ideały? Wytłumacz to mi!
Za jaskrawe szmaty oddałeś sumienie
Naplułeś na honor, tyś wrogie nasienie 
Lecz tu nie wskórasz nic, bo my mamy marzenie 
Być…
W  jedne zakuci kajdany, celem tym samym związani,
W jedne zakuci kajdany, celem tym samym związani…

Już nie jesteś nam bratem, gdy zgniły jazz grasz
Nie będziesz nas zdradzać i śmiać nam się w twarz
W rodzinie  tej więc miejsca brak dla ciebie
Gdy zwartym szeregiem przemy przed siebie
Partia matką nam, Komsomoł ojciec nasz!
A ty gdzie? W tył zwrot! Melduj się! Trzymać straż!
Tak jak zagra wróg tańczyć nie będziemy
Lecz do walki z nim z radością staniemy
W jedne zakuci kajdany, celem tym samym związani,
W jedne zakuci kajdany, celem tym samym…

Tu odmawiamy praw wam – łajdakom i śmieciom
Przecież tu ideały przekazują swym dzieciom
Tu śpiewa nasz chór, nikt nie płynie pod prąd 
Patrzymy tylko wprzód! Zniewoleni? A skąd!
Jesteśmy szczęśliwi, a ty cierp za błąd  
Swój
W jedne zakuci kajdany, celem tym samym związani,
W jedne zakuci kajdany, celem tym samym związani…

W jedne zakuci kajdany, celem tym samym związani…

Jeśli ktoś ma uwagi, wskazówki, itp., zachęcam do komentowania. To moje pierwsze próby przekładu melicznego, więc proszę o wyrozumiałość.